sobota, 15 marca 2014

Rozdział 91

Rozdział 91.

Droga Angeles!
Po pierwsze wiedz, że chcę Cię przeprosić. Wiem, że popełniłem błąd. Naiwnie liczyłem, iż będę miał u Ciebie czyste konto, nasza znajomość zacznie się od nowa... Sam nie wiem, co sobie ubzdurałem. Musisz jednak wiedzieć, że nie kłamałem. Naprawdę zerwałem z nałogiem i z pomocą psychologa odbiłem się od dna. Ale zacznę od początku.
Wkrótce po pierwszym spotkaniu, złapała mnie policja. Miałem rozprawę w sądzie, ale skończyło się na pracach społecznych i wyroku w zawieszeniu. Dodatkowo przeszedłem obowiązkową terapię z doktorem Fidelem. Rozpocząłem nowe życie, pozbawione wszelkich używek. Otworzyłem niewielki gabinet stomatologiczny, zacząłem pracować w schronisku... Pewnego dnia, gdy szedłem na cotygodniową wizytę u psychologa, zobaczyłem jak wychodzisz z jego przychodni. Rozpoznałem Cię od razu. Na Twojej twarzy była taka zaciętość, wściekłość. Patrzyłem jak wiatr rozwiewa Ci włosy. Chciałem podejść, opowiedzieć wszystko, aby dostać Twoje przebaczenie, ale wygrał lęk. 
Kilka dni temu spotkaliśmy się w poczekalni. Zaczęłaś rozmowę. Naprawdę chciałem się ujawnić! Ale... Zbyt zależało mi na rozmowie z Tobą. Wiem, że masz narzeczonego. Nie chciałem zniszczyć Waszego związku, jedyne czego pragnąłem to rozmowy z Tobą. 
Zdaje sobie sprawę z Twojej opinii o mnie. Ma solidne podstawy. Jednak proszę, uwierz, zmieniłem się. 
Luis           

Słowa. Tak łatwo je napisać, wypowiedzieć. Czytałam list i kolejny raz nie wiedziałam, co o nim myśleć. Chciałam, aby to była prawda. Ale jednocześnie jakaś część mnie protestowała, twierdząc, że ludzie się nie zmieniają. 
"A German?" - zapytałam sama siebie. Westchnęłam i odłożyłam papier do szuflady. Zegar wskazywał już drugą, a ja wciąż nie byłam śpiąca. Przeczesałam włosy palcami i zeszłam na dół.

Pogrążony w ciszy, ciemny dom zdawał się być siedliskiem niespełnionych marzeń i martwych snów. Zbliżyłam się do kuchni, gdy nagle rozległ się dźwięk otwieranych drzwi. Zabrzmiał niemal jak wystrzał z armaty. Serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Czoło pokrył pot. Najciszej jak umiałam wyjęłam ze schowka miotłę Olgi i weszłam do kuchni. Pogrążona w cieniu postać była wysoka. Nieznajomy zaklął po cichu. Przerażona do granic możliwości włączyłam światło, trzymając w pogotowiu prowizoryczną broń. 
- Julio! - pisnęłam na jego widok.
Mężczyzna wyglądał okropnie, ledwie słaniał się na nogach. Miał podbite oko i rozcięty policzek. Z nosa płynęła mu krew, a skórę na dłoniach miał pozdzieraną. Koszula była w kilku miejscach rozdarta. 
- Witaj, Angeles - szepnął, próbując się uśmiechnąć. Zaraz jednak skrzywił się z bólu. - Wybacz najście. Przyszedłem tylko na chwilkę, zaraz się ulotnię, chyba, że poprosisz, bym został.
- Julio, co ty tu robisz? Co ci się stało? Dlaczego...? - wyrzuciłam jednym tchem.
- Ach, zapomniałem, że wyglądam... Niewyjściowo. Powiedzmy, że mój przełożony nie był zadowolony z moich ostatnich wyników pracy - wycharczał, siadając na krześle.
Bez słowa podeszłam do jednej z szafek i wyjęłam wodę utlenioną, bandaże i plastry. Następnie usiadłam koło mężczyzny i zaczęłam opatrywać jego rany. Na widok krwi zrobiło mi się słabo, ale musiałam się przemóc. Nie mogłam zostawić go bez pomocy. Nawet jeśli był złodziejem. Delikatnie zaczęłam przeczyszczać czerwoną pręgę przebiegającą przez policzek mężczyzny. Drugą ręką przytrzymałam jego głowę.
- No, Angeles, wreszcie się rozumiemy! - mruknął zbliżając swoją twarz do mojej.
Szybko zrobiłam unik.
- Mogę cię stąd wyrzucić lub opatrzyć i wyrzucić. Ty wybierasz. - rzuciłam, bandażując mu szybko dłoń.
- Skoro tak, to wolę żebyś się najpierw mną zajęła, skarbie...
Przyjęłam jego uwagę bez słowa. Nagle dostrzegłam podłużną ranę, która ciągnęła się wzdłuż jego ramienia i kończyła się pod podartą koszulą. Wzdrygnęłam się na widok kolejnej porcji krwi.
- Zdejmij koszulę - rozkazałam.
- Nie tak ostro, Angeles - zaśmiał się i wykonał polecenie. 
Zgromiłam go wzrokiem i szybko oczyściłam ranę. 
- Już. Możesz iść - mruknęłam.
Julio wstał i zachwiał się. Szybko złapałam go i podtrzymałam. 
- Pięknie, Angie, pięknie - usłyszałam głos Germana za sobą. - Wymykasz się w nocy do kuchni, żeby się spotkać z jakimś zabijaką. 
- To ja już znikam - szepnął szybko Julio, cmokając mnie w policzek i wciąż się chwiejąc, wyszedł.
- German, to nie tak... On był ranny, chciałam mu tylko pomóc. 
- Oczywiście. Dlatego stał bez koszuli, a ty go ściskałaś! To zupełnie normalne, że tak się pomaga ludziom! - warknął pan domu.
- Och, czemu ty nigdy mi nie wierzysz! Nie widziałeś?! Ledwie szedł! 
- Tak jak wielu pobitych opryszków. Nadal nie widzę powodu, by spraszać ich do domu! Albo co gorsza pomagać im, gdy się wproszą!
- To co, miałam go tak po prostu wyrzucić, tak?!
- Tak! I dlaczego on cię cmoknął, co? Myślisz, że jestem głupi?!
- Tak, tak właśnie myślę! - krzyknęłam i rzuciłam mu w twarz pierścionkiem zaręczynowym. - Jeśli ty wciąż mi nie ufasz, to nasz związek jest bezsensu!
- Wczoraj sama mi powiedziałaś w ilu sprawach kłamałaś! Więc jak widać moja nieufność jest uzasadniona!
- Oczywiście! Tak samo uzasadniona jak okłamywanie Violetty przez dwanaście lat!
- Jej w to nie mieszaj! 
Nie odpowiedziałam. Poszłam na górę i czym prędzej się spakowałam. Następnie targając walizę wyszłam z domu. 

Na zewnątrz owionął mnie chłodny wiatr. Nie zwracałam jednak uwagi na temperaturę. W mojej głowie kotłowały się setki myśli. Złapałam taksówkę, która podwiozła mnie na ulice, gdzie dawniej mieszkałam. Obecnie moje mieszkanie stało puste. Szybko wtargałam bagaż na poddasze, gdzie mieściło się ów lokum. Meble pokryte były grubą warstwą kurzu, a powietrze zatęchłe. Otworzyłam okno i zaczęłam sprzątać. Gdy skończyłam, do pokoju wkradały się pierwsze promienie słońca. Ale złość nadal pulsowała mi w głowie. Włożyłam do odtwarzacza pierwszą lepszą płytę, aby zagłuszyć irytującą ciszę. Usiadłam na łóżku i starałam się wsłuchać w melodię.
- "She never slows down. She doesn't know why but she knows that when she's all alone, feels like its all coming down. She won't turn around..." - rozległo się się z głośników. 
Przymknęłam oczy, rozkoszując się otaczającymi mnie powoli dźwiękami. Wyłączyłam telefon, który zaczął sygnalizować, iż ktoś do mnie dzwoni. "To już nie pierwszy raz, kiedy się kłócimy" - pomyślałam. - "Czy taki związek ma szansę przetrwać?" 

Niespodziewanie rozległo się stukanie do drzwi. Otworzyłam powoli oczy, zastanawiając się, dlaczego koło mnie nie ma Germana. Rzeczywistość była jak skała, o którą rozbił się mój okręt nieświadomości. Kłótnie, wyprowadzka... Stukanie powtórzyło się, więc wstałam, podeszłam do drzwi i wyjrzałam przez judasza. 

- Angie, wiem, że tam jesteś. Proszę, otwórz - rozległ się zdecydowany, męski głos.
- Dlaczego miałabym cię wpuścić, Julio? Powiedz, dlaczego? - odpowiedziałam, nie mogąc powstrzymać fali goryczy. 
Zapadła cisza, w trakcie której uzmysłowiłam sobie, że dalej jestem w piżamie, w której wieczorem opuściłam willę Castillo. Normal.
- Ponieważ chcesz z kimś porozmawiać - usłyszałam po chwili. - I nie odejdę, a pamiętaj, że jestem uparty.
Uniosłam lekko kąciki ust. Westchnęłam i ze świadomością, iż postępuję wbrew rozsądkowi, otworzyłam drzwi. Julio wyglądał nieco lepiej, choć nadal żałośnie. W ręce trzymał bukiet żółtych tulipanów. Na twarzy widniał nieodłączny, bezczelny uśmieszek.
- To w ramach podziękowania - powiedział, wręczając mi kwiaty. 
- Dziękuję, ale ja... Czy mogę mieć pewność, że nic stąd nie zniknie, jeśli pójdę się przebrać? - zapytałam na wpół żartobliwie.
- Jeśli nie masz tu samochodu, to tak - odparł beztroskim tonem i rozsiadł się na kanapie. 
Przewróciłam oczami i poszłam ubrać się w coś przyzwoitego. Postanowiłam odstawić na razie bluzki w kwiaty, tak często komplementowane przez mojego byłego narzeczonego i założyć zwykły czarny t-shirt i ciemne dżinsy. Włosy upięłam w kucyk. Tak wyszykowana wróciłam do pokoju, w którym Julio właśnie wyjadał mi moje nędzne zapasy żywności. 
- Wyglądasz cudownie! - zawołał na mój widok. 
Roześmiałam się i usiadłam obok niego.
- Zostawiłeś mi chodź trochę tostów? 
Podsunął mi pod nos talerz. Nieufnie wzięłam przygotowany przez niego posiłek. Delikatnie ugryzłam kawałek i zdumiona stwierdziłam, że nigdy nie jadłam tak doskonałych tostów. Nawet Olga nie potrafiła ich tak idealnie przygotować. 
- Dlaczego już nie mieszkasz ze swoim... Nieco nerwowym narzeczonym? Czyżbyś wreszcie zaczęła doceniać mój urok? - zapytał nagle mężczyzna.
Szturchnęłam go lekko.
- Po prostu sytuacja się zmieniła. Lepiej opowiedz skąd pomysł na tak... ciekawy zawód jak złodziej samochodów - odpowiedziałam, uśmiechając się.
Przez twarz Julio przebiegł cień, gdy o tym wspomniałam. A może mi się zdawało?
- Och, po prostu wykorzystałem swój talent w tym kierunku, słońce - mruknął, obejmując mnie ramieniem. 
Szybko strąciłam rękę.
- Czy nie powinieneś już iść? Auta się same nie ukradną - rzuciłam.
- Skoro nalegasz... Ale pamiętaj, przede mną nie uciekniesz, Angeles - zaśmiał się i cmoknął mnie w dłoń w eleganckim geście. Minutę później już go nie było. 
Westchnęłam i kopniakiem włączyłam radio, chcąc zagłuszyć myśli, które wróciły po wyjściu Julio. Myśli o Germanie.
- "Out across the endless sea I would die in ecstasy. But I'll be a bag of bones, driving down the road alone. My heart is drenched in wine, but you'll be on my mind forever..."
Muzyka była dla mnie jak narkotyk. Cokolwiek robiłam, potrzebowałam jej. Stare, zakurzone płyty leżące w kącie, trzeszczący odtwarzacz... Nic wielkiego, a czyniło mnie bogatszą od wszystkich królowych świata. Usiadłam na kanapie i mimowolnie powędrowałam dłonią do bukietu tulipanów. Na chwilę wszystko zniknęło.

Sięgnęłam po telefon, ale ten nie wyświetlił żadnych nieodebranych połączeń. Fala goryczy ścisnęła mnie za gardło. Muzyka zdawała się walczyć z szarym smutkiem. Niemal słyszałam szczęk zderzających się mieczy i widziałam strugi krwi. Na samą myśl poczułam jak robi mi się niedobrze. Szybko pobiegłam do łazienki. Zwymiotowałam. Raz, drugi... Nie wiadomo kiedy, z oczy zaczęły mi płynąc łzy. Najgorsze myśli, niczym zbudzone do życia węże powstały, by mnie ukąsić. Zaczęłam się trząść. Usiadłam na zimnej, wyłożonej kafelkami podłodze. Tłumiony żal znalazł ujście. Ból był jedyną rzeczą, którą czułam. Płacz zmienił się w spazmatyczne szlochy. Ja go naprawdę kochałam. Tęskniłam za jego dotykiem. German był moim światem. A teraz... Zagryzłam wargi, starając się nad sobą zapanować. W ustach poczułam słodki smak krwi... Kropla kapnęła na podłogę. W jednej chwili ogarnęła mnie ciemność.


Ocknęłam się cała przemarznięta. Podpierając się o brzeg wanny, wstałam. Posprzątałam pomieszczenie, wzięłam prysznic. Cały czas trzęsłam się z zimna. Założyłam więc grubą polarową bluzę, owinęłam się kocem i tak wystrojona, podeszłam do lodówki. Głód gwałtownie dał o sobie znać. W środku, ku mojemu zdumieniu, znalazłam całe tony żywności, a koło żółtego sera leżała niewielka karteczka.



Myślisz, że dało się zrobić tosty
z tym co miałaś w lodówce, Angeles?
Zrobiłem Ci małe zakupy, skarbie.
Jutro też wpadnę. Twój uniżony sługa,
Julio.

Uśmiechnęłam się, wpatrując się w nieco kanciaste pismo, męczona sprzecznymi myślami. Pobiłam go, wydałam policji, a on odwdzięczał mi się za jedno opatrzenie. Westchnęłam i szybko zrobiłam sobie jajecznice. Cóż, nie była idealna. W sumie nie wiem jakim cudem ją zjadłam, była okropna. Nagle niczym piorun uderzyła mnie jedna myśl: "Skąd Julio miał mój adres?!". Zastanawiałam się nad tym przez chwilę, ale dałam sobie spokój. W życiu musi być przecież miejsce na odrobinę tajemniczości.

Krople deszczu uderzały o szybę z cichym stukotem. "Deszcz to łzy niebo, które smuci się razem z nami." - Powtarzał mi zawsze tata. Na telefonie pojawiła się pierwsza wiadomość - od Violetty. Pytała czy przyjdę na kolację. Nie odpowiedziałam. Siedziałam przy stole w niemal idealnych ciemnościach. Jedynym źródłem światła był płomień świecy, stojącej przede mną. Ot jedna z wad mieszkania w starej kamienicy - awarie transformatora. Wbrew pozorom nie czułam się wcale przygnębiona. Jedynie trochę się martwiłam o Violę, Olgę, Ramallo, chłopców, Germana i co najdziwniejsze, o Julio. O ile byłam pewna, że wszyscy są bezpieczni w ciepłym domu, o tyle złodziej mógł gdzieś właśnie moknąć... Pobity... W kałuży krwi... 

"Cholera, co jest ze mną nie tak?" - pomyślałam. - "Angie, w ciągu dwóch dni czytałaś list od rzekomo byłego dilera, ratowałaś złodzieja, miałaś narzeczonego, z którym zerwałaś, potem znów spotkałaś się z Juliem, o którego teraz się martwisz." Westchnęłam, po czym wstałam, ubrałam płaszcz i wyszłam na zewnątrz. 

Przemierzałam szare ulice z pewną nostalgią. Na każdym kroku coś budziło we mnie wspomnienia. Minęłam jednak dzielnie otoczony wodną kurtyną, gmach opery i ruszyłam w stronę niestrzeżonego parkingu. Był to jeden z największych tego typu obiektów w mieście. Z daleka dostrzegłam wystające zza srebrnego volvo irokezy. Ominęłam tamtą część parkingu szerokim łukiem i ruszyłam dalej. Spacerowałam tak od kilkudziesięciu minut, byłam przemoknięta. Już miałam się poddać, gdy usłyszałam rozmowę.

- Miało być czarne porche, a nie granatowa toyota. Znowu nawaliłeś! Chyba nie wyraziłem się ostatnio wystarczająco jasno. Robisz co każę albo... Za późno, żeby się wycofać. A może chcesz, aby twojej laleczce coś się stało, co? - powiedział ktoś basem. 
Kilka uderzeń i cichy jęk.
- Pytałem o coś, pięknisiu. Chcesz, żeby twoja lala miała... Dajmy na to... nieszczęśliwy wypadek? 
- Nie waż się... - wycharczał bity.
- To wiesz, co robić. Zasada jest prosta. No me toques los cojones.
Znowu wybrzmiała seria ciosów. Potem zapadła cisza. Ostrożnie wychyliłam się zza ciemnego forda. Mężczyźni znikli. Została tylko skulona postać na asfalcie. Zbliżyłam się i rozpoznałam Julio. Wyglądał jeszcze gorzej, niż gdy ostatnio go zaatakowali. Pomimo to, uśmiechnął się na mój widok.
- Cześć, Angeles. Przyszłaś mi pomóc w pracy? - wychrypiał.
- Co... Dlaczego oni...? - wyrzuciłam.
- Chyba sama słyszałaś. Nie to auto.
Zmarszczyłam brwi i pomogłam mężczyźnie wstać. Zachwiał się niebezpiecznie. Bez słowa podparłam go i powoli ruszyliśmy do mojego mieszkania. Na miejsce dotarliśmy jakieś dziesięć minut później. Kazałam mu usiąść w kuchni i zaczęłam szukać bandaży.
- Daj sobie spokój. Jutro pewnie znowu oberwę, więc po co się wysilać? - mówiąc to próbował dość nieudolnie się roześmiać.
Przewróciłam oczami i starając się nie zwrócić zawartości żołądka, zaczęłam go bandażować. Tym razem poszło mi szybciej.
- Powinieneś pójść czym prędzej do szpitala... - zaczęłam.
- I co? Powiedzieć, że zostałem pobity? - spojrzał na zegarek na mojej ręce. - Zresztą na mnie już pora.
Spojrzałam na niego jak na wariata.
- Jeśli myślisz, że pozwolę ci stąd wyjść w takim stanie... Ale śpisz na kanapie - dodałam szybko, widząc jego wzrok. 
- Jasne, piękna. Będę grzeczny jak aniołek i... Dziękuję - wymamrotał.
Uśmiechnęłam się w odpowiedzi, a "Aniołek" zabrał się za wyjadanie owoców z miski. 
____________________________________
To lecimy z tym koksem. Julangie. XD
Rozdział dość krótki, ale mamy nadzieję, że się nie gniewacie.
Wybaczcie pokłócenie Germangie. :D
Enviamos besitos. ♥
J & B

29 komentarzy:

  1. Ja ciebie zaije !!!!!!!!!!
    Jak moglas Jak germangie tak dlugo a tutaj juangie nienawidze tej pary ehh zacznr czytac jak bedzie germangie czekam na nexta kiey bedzie germangie !! ♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, nie mogę, no. XD Nasz blog, my sobie wybieramy jakie pary będą. A może Germangie nie będzie nigdy, hm? Julangie górą. <3

      Usuń
  2. Uwielbiam was za Julangie <3 Gdyby Julio pojawił się w Violetcie 3 miałabym niezły dylemat :P Czekam na next'a z Julangie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy. Tak, Julio jest świetny. Pozdrawiamy. :D I żółwik!

      Usuń
  3. Powiem tylko tyle ; Więcej Julangie !
    Proszeeee!!!
    A rozdział jak zawsze genialny :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Julangie? Julangie?! JULANGIE??!! fajnie :) Lubię ich razem. Wolałabym Pangie, ale nie narzekam.
    Hahha Angie od razu ostro mrr (opatrywanie tych ran) :D
    Hmm... Angie powiedziała Germanowi, że jest głupi- wreszcie zmądrzała, tak tak.
    Koniec Germangie... Początek Julangie... Kocham tego bloga... German będzie miał ślad na twarzy po pierścionku zaręczynowym... Nie słuchajcie radia Eski... Tam są takie szybkie dźwięki... Zeszłam z tematu xd
    W piżamie przez świat :)
    ON JEJ DAŁ KWIATY! Angie, wyjdź za niego- będziecie razem szczęśliwi. Ja wam kupię wazon na te kwiatki i będzie se fejn *.*
    A nie, jednak nie. ślub odwołany. Julio przecież ją okradnie. Głupia Angie, mówilam, by nie wprowadzała auta do mieszkania, ale ta swoje -_-
    Wznawiam ich ślub! On robi dobre tosty- takiego to tylko kochać <3
    Krew? Skąd się u niej wzięła krew?
    Polarowa bluza i koc- tak wystrojona to tylko na bal xd
    Przyśpieszyć ślub- on jej zrobił zakupy *.* Czy German jej kiedykolwiek zrobił zakupy? He?
    Jo, jo, na kanapie. Angie, nie żartuj. Takie rzeczy to po ślubie XD
    Chcę.Julio.w.Violetta3. W końcu Angie miałaby jakiegos fejn partnera (Pablo jest z Violką, sorry. A German z Jade lub Olgą)
    Rozdział taki wspaniały, wow
    Kocham was;*
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uśmiałam się, czytając Twój komentarz. :D Hahaha, dostawałam ataku śmiechu przy co drugim zdaniu. XD
      W piżamie przez świat. XD
      On jej dał kwiaty? A, fakt. :D
      "Jo, jo, na kanapie. Angie, nie żartuj. Takie rzeczy to po ślubie XD" Kocham Twoje teksty. XD
      Właśnie, Pablo jest z Violką. Pabletta górą! Pabletta forever! XD
      Julangie! No heloł, on zrobił jej ZAKUPY!

      Nie słuchaj mnie. Jeszcze raz dziękujemy. :D

      Usuń
  5. Coooooo? What? Germangie górą! Ludzie ogarnijcie się ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. genialne czekam na nexta , moje germangie nieeeeeeee

    OdpowiedzUsuń
  7. To... to... było jak heatshot! XD
    Spodziewałam się że coś z tym Julio wykombinujecie... ale że kosztem Germangie?! o.0
    Tsaaaa... być może ten cały Julio nie jest aż taki zły... Ehh... sama nie wiem. >_<
    Tak właściwie to na początku nie znosiłam Germangie, ale dzięki waszemu blogowi nastąpiła wręcz ogroooomna zmiana ;D
    Żebym tylko bardziej nie polubiła Julangie *o* !
    Jak na razie czekam na Germangie! ;>

    OdpowiedzUsuń
  8. Julangie <3 Jezu czekam na większą dawke :33
    I niech nie zabija Juliaaaa i Luis won!!!! ZNALAZŁ SIE TEN CO LISTY PISZE ;_;
    Czekam na nexta i na razie pokłócone Germangie XDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy. :D
      Nasze kochane Julangie odnosi sukcesy. A B. chciała Pangie... MG. :D
      "Znalazł się ten, co listy pisze" - hahaha, genialne. :D
      Jeszcze raz dziekujemy.

      Usuń
  9. Rozdział świetny;)
    Mam pytanie: Czy ktoś wie gdzie mogę obejrzeć 2 sezon Violetty po hiszpańsku???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy. A 2 sezon możesz obejrzeć na YT. Wpisujesz "violetta 2 capitulo x" - w miejsce x numer odcinka i masz. ;)

      Usuń
  10. Hahaha przez was zaraz przestanę lubić Germangie i będę wyznawać Julangie i spamować na tt do Federico Asla, że ma mi tu Julio zrobić bo pójdę do niego z pochodniami i widłami. A swoją drogą - pójdzie ktoś ze mną?
    A dobra nieważne bo zaraz sobie wytatułuję Julangie jędzących tosty ;x
    Czekam na nexta :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, chętnie pojadę z Tobą, aby domagać się Julio!
      I dziękujemy. :)

      Usuń
  11. Rozdział genialny jak zwykle. Kłótnię Germangie wybaczam. Julangie jest ciekawe i oryginalne, ale wciąż mam nadzieję na szczęśliwe i wieczne Germangie. Mogę na to liczyć?
    Pozdrawiam ♥♡♥♡♥

    OdpowiedzUsuń
  12. "Cholera, co jest ze mną nie tak?" - pomyślałam. - "Angie, w ciągu dwóch dni czytałaś list od rzekomo byłego dilera, ratowałaś złodzieja, miałaś narzeczonego, z którym zerwałaś, potem znów spotkałaś się z Juliem, o którego teraz się martwisz."

    Best fragment. Nie podobał mi się ten rozdział, bo nie przepadam za Juliangie, ale tak to spoko.. No co, przecież chyba na każdym blogu jest jakiś rozdział, który się nie podoba <<< HEJTUJCIE!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, daj spokój, Julangie jest fajne! :D Tak, czy tak dziękujemy. ;)

      Usuń
  13. Rozdział jak zwykle genialny. Kłótnia Germangie została Wam wybaczona. Julangie jest ciekawe i oryginalne, ale wciąż mam nadzieję, że szczęśliwy happy end będzie należał do Angie i Germana <3 Mogę na to liczyć?
    Pozdrawiam ♥ ♡ ♥ ♡ ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, chyba nie myślisz, że A. będzie na koniec z Juliem? Daj spokój, proste, że będzie Germangie. XD Ale póki co cieszymy się Julangie. ^^

      Usuń
    2. Kto Was tam wie...:) Germangie musi być <3
      Też czasem robię taką minkę, jak Clari na gifie ;) Jęczyczek :D

      Usuń
  14. jaka śliczna Clari na koniec. piękny gif! *_*

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń