piątek, 8 listopada 2013

Rozdział 76

Rozdział 76.

Weszłam do pokoju Violetty. Siostrzenica siedziała na łóżku i zawzięcie notowała coś w pamiętniku, który odłożyła, widząc mnie. Poklepała miejsce obok siebie. Posłusznie usiadłam na pościeli i uśmiechnęłam się do nastolatki.
- Co u ciebie, Violu?
- W porządku, Angie - westchnęła, opierając głowę na moim ramieniu. - Nie zgadniesz, o kim ostatnio myślałam.
- O kim? - spytałam zaciekawiona.
- O Tomasie. Nie mam z nim kontaktu odkąd wyjechał do Hiszpanii. Wiele razy chciałam do niego zadzwonić, ale coś mnie blokowało. Wiesz, jakby nie patrzeć był moją pierwszą miłością.
- Myślę, że to bardzo dobry pomysł, żeby do niego zadzwonić. Tylko poczekaj. Mamy... - zerknęłam na zegarek. - Kwadrans do siedemnastej. Czyli w Madrycie powinno być teraz... Kwadrans do trzynastej. W porządku, Tomas nie powinien spać o tej godzinie. Możesz spokojnie dzwonić.
Violetta wyciągnęła komórkę i drżącym palcem przejechała po ekranie.
- Nie dam rady, Angie.
- Spokojnie. Dzwoń. Tomasa na pewno ucieszy twój telefon.
- No tak... Dobrze - dziewczyna wybrała numer chłopaka i przytknęła telefon do ucha. 
- Halo? - usłyszałam.
Viola rzuciła telefonem w moją stronę.
- Co ty robisz? - spytałam bezgłośnie. Podałam jej telefon, ale natychmiast mi go odrzuciła.
- Halo? - dobiegł mnie znajomy głos w słuchawce.
- Halo, Tomas? Jak się masz?
- Angie?
- Tak.
- Ee... Dobrze. A dlaczego dzwonisz?
- Wiesz, Violetta chciała z tobą pogadać. Daję jej słuchawkę.
Moja siostrzenica chwyciła komórkę i włączyła głośnomówiący.
- Hej, Tomas.
- Cześć, Violetto.
- Co u ciebie słychać? W ogóle nie mamy kontaktu. Jak Hiszpania?
- To prawda, kontakt nam się urwał. Jest świetnie, ale wciąż tęsknię za Argentyną. Za studiem i za tobą też - dodał.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Ja też tęsknię... - zaczęła Violetta.
- Tomas, chodź na chwilę - usłyszałam jakiś męski głos w słuchawce. - Muszę kończyć, Violu. Papa. Powiedz cześć Angie ode mnie. I pozdrów Leona.
Po tych słowach rozłączył się. Zachichotałam.
- Angie, to nie jest śmieszne - skarciła mnie Viola, ale po chwili dołączyła do mnie i zaczęłyśmy śmiać się we dwie.
Nagle drzwi pokoju otworzyły się. Stanął w nich German. Natychmiast umilkłyśmy.
- Co się dzieje? - spytał. - Z kim rozmawiałyście?
- Nie, z nikim. Angie właśnie opowiedziała mi przezabawny kawał - skłamała Viola.
- To prawda... - przytaknęłam.
- Aha... Violetto, mogę porwać ci twoją ciocię na jedną chwilę?
- Tak, tak. Idź śmiało, Angie - klepnęła mnie lekko w ramię, dodając otuchy.
Wyszłam za narzeczonym z sypialni siostrzenicy.
- O co cho... - zaczęłam, ale German przerwał mi pocałunkiem. 
"Si es por amor todo sera verdadero. Si es por amor doy todo lo que soy."
Przestałam na chwilę trzeźwo myśleć. Po prostu czułam. Jednak zaraz oprzytomniałam.
- Wołasz mnie tylko po to, aby mnie pocałować? - wydusiłam.
- Nie tylko. Będziemy mieć nowego częstego gościa - powiedział. - Syn znajomych studiuje inżynierię i poprosili, aby mógł tu przychodzić w ramach praktyki. I Olga cię prosi o pomoc. Ten szczur jej gdzieś znów uciekł.
- No tak - westchnęłam, uśmiechając się. - Idę.
- Angie - usłyszałam, nim doszłam do schodów.
Odwróciłam się i spojrzałam na Germana pytająco.
- Pójdziesz ze mną na kolację?
- Ale kiedy?
- Choćby zaraz. Może być osiemnasta?
- Ee.... tak, chętnie - odparłam, rumieniąc się lekko.
Spuściłam głowę. Kilka blond kosmyków opadło mi na twarz. Szybko odwróciłam się i potykając się na schodach, dotarłam do kuchni.
- Olgita - uśmichnęłam się do gosposi.
- Angie, nigdzie nie ma Roberta.
- Spokojnie, na pewno zaraz się znajdzie.
Zaczęłam przeglądać szafki w poszukiwaniu myszy.
- Angie, a tak w ogóle kiedy ty i pan German bierzecie ślub?
Poczułam jak coś przewróciło mi się w brzuchu.
- Ślub? Nie mam pojęcia Olgo. Ale na pewno powiem ci, gdy ustalimy już termin. Masz może kawałek sera? Mam pewien pomysł.
Olga podała mi kostkę gołdy. Uszczknęłam kawałek i zaczęłam cmokać. Chwilę później pojawił się Perseusz. Pozwoliłam mu zjeść ser, a następnie wzięłam go na ręce o podałam gosposi.
Olga oczarowana urokiem stworzenia, zaczęła wyjaśniać mu jak robi się naleśniki. Uznałam, że nie będę im przeszkadzać. Tak więc wróciłam na górę, aby przygotować się na kolację z Germanem. Zaczęłam od poprawienia makijażu i delikatnego podkręcenia włosów. Zerknęłam na zegarek. Zostało pół godziny do obiecanej randki.
Wybrałam koronkową sukienkę z granatowego materiału. Dobrałam do niej czarne szpilki i kolczyki - dwa malutkie diamenciki. Stanęłam przed lustrem, przyglądając się efektowi końcowemu.
- Wyglądasz jak ostatnie bezguście - usłyszałam.
- Naprawdę?
Po chwili do mnie dotarło, że przecież w moim pokoju nikogo nie ma. Spojrzałam ponownie w lustro. Obok mojego odbicia zobaczyłam...
- JADE?!
- Tak, kochanieńka - jej głos brzmiał dziwnie. Właściwie był to nadal jazgot Jade, ale pochodził jakby ze środka mojego brzucha. Brzmiał jak echo, obijające się po wnętrzu mojej czaszki.
- Co ty tu robisz? - powoli zaczynało do mnie docierać, że widzę człowieka, który przecież nie żyje.
- Idziesz na kolację z moim Germanem - warknęła, zdjęła buta ze stopy i cisnęła nim w moją stronę. Odsunęłam się, przerażona, jednak uderzyłam w toaletkę. Na podłogę upadło małe lusterko. Odłamek szkła wbił mi się w grzbiet dłoni, powodując nieznaczne krwawienie. Sięgnęłam po chusteczkę, a następnie rozejrzałam się po pokoju. Jade zniknęła. Wyobraźnia płatała mi figle. Wyrzuciłam chusteczkę do kosza i zeszłam na dół. W salonie czekał już German. Uśmiechnął się na mój widok.
- Mój anioł - szepnął mi do ucha, całując mnie w policzek. - Cudownie wyglądasz.
Zachichotałam. Z jakiegoś powodu byłam dziwnie spięta.
- Dziękuję. Dokąd mnie zabierasz?
- To niespodzianka - uśmiechnął się tajemniczo.
German chwycił mnie za rękę. Zawyłam z bólu. Z niewielkiej ranki poleciała kolejna strużka krwi.
- Co się stało?
- Ja... Miałam mały wypadek z lusterkiem. To nic takiego. Nie przejmuj się.
Wyciągnęłam z torebki kolejną chusteczkę. Otarłam dłoń i uśmiechnęłam się do mężczyzny. Następnie podałam mu drugą dłoń. Zacisnął na niej swoją i wyszliśmy razem z domu.

Siedzieliśmy przy stoliku rozmawiając. Właściwie tylko German mówił. Ja siedziałam, udając, że go słucham. Nadal byłam spięta. To, co się dziś wydarzyło, nie chciało dać mi spokoju. Ale z drugiej strony, nie chciałam mówić o tym narzeczonemu. Przecież pomyślałby, że...
- Angie, słuchasz mnie? Angie?
- Co? Ta... Przepraszam cię, German. Zamyśliłam się.
- Angie, na pewno wszystko dobrze? Jesteś strasznie blada.
- Taak... Tylko trochę kręci mi się w głowie. Moglibyśmy wyjść na dwór?
- Tak, tak. Chodźmy.

Staliśmy pod rozgwieżdżonym niebem. Miałam dreszcze i ledwo stałam na nogach. German
podszedł do mnie i delikatnie mnie przytulił. Nie wiadomo skąd poczułam kapnięcie kropli deszczu. A zaraz po niej następnej. German zdjął z siebie garnitur i założył mi go na ramiona. Nie było mi już zimno, ale wciąż dygotałam. Stałam lekko otumaniona zapachem perfum narzeczonego, czując jak na moją twarz opadają coraz większe krople deszczu. Nagle German przyciągnął mnie do siebie i zaczął się przybliżać. Gdy jego usta dotknęły moich natychmiast się otrzeźwiłam. Nie przeszkadzał mi padający na nas deszcz. Liczyła się tylko ta chwila. Kiedy w końcu skończyliśmy rozpadało się na dobre. Spojrzałam mężczyźnie w oczy. Byliśmy cali mokrzy. Przytulił mnie do siebie. Wszystko straciło znaczenie. Ten moment wydawał się taki nierealny. Jakby wyrwany z magicznego snu jakiejś zamorskiej księżniczki. Wszystko było idealne, ponieważ był przy mnie.
_______________________________________
Dziękujemy za uwagę. <3
Oto mamy 76 rozdział.
Jest raczej słaby, ale lepsze to niż nic.
Postaramy się, żeby następny lepiej wypadł. Niestety czas goni.
Abrazos. ♥
J & B

wtorek, 5 listopada 2013

Rozdział 75

Rozdzial 75.

Po odświeżeniu się i przebraniu w dzienne ubrania, zeszłam na dół. Olga szykowała już śniadanie. Postanowiłam pomóc jej w nakrywaniu do stołu. Chwilę później w kuchni pojawiła się Brunhilda, uczesana w staromodnego koka. 

- Wycieruchu, to nie tak się robi. Wyrwała mi widelec z dłoni i położyła go po lewej stronie talerza. Następnie podeszła do każdego z nakryć i zaczęła poprawiać sztućce, bo jak stwierdziła "są nierówno". Westchnęłam, obiecując sobie nie dać się wyprowadzić z równowagi. Nim się spostrzegłam, pojawiła się Violetta, bliźniaki i Ramallo. 
- A to nie za krótkie? - Brunhilda pociągnęła za dół mojej usianej kwiatkami granatowej sukienki. 
- Babciu, nie przesadzaj - zjawił się mój narzeczony.
- Ależ Germanku, ja tylko pilnuję, żeby ta twoja... narzeczona nie wyglądała jak prostytutka.
Poczułam, że coś się we mnie zagotowało. Zgarnęłam torebkę i wyszłam z pomieszczenia. 
- Nie będzie panienka jadła? - dobiegł mnie głos Olgi. Zignorowałam ją.
Dogonił mnie German.
- Angie, może Cię odprowadzę?
- Nie. Dzięki - warknęłam i wyszłam z domu. 
Maszerowałam poirytowana w stronę studia. Musiałam przygryźć dolną wargę, żeby powstrzymać łzy. Po kilku minutach dotarłam do studia. Od razu skierowałam się do pokoju nauczycielskiego. 
- Cześć, Angie - przywitał mnie Beto. - Szczęśliwego Nowego... tego no... Roku! No tak... Idę... Na lekcję - wymamrotał, jedząc kanapkę z szynką.
- Anżi, Ążi, Enszi.
- Angie, Gregorio. An-gie.
- Oczywiście, no tak. Masz rację, Enżi. Jaki dziś piękny dzień!
- Tak... Cudowny - mruknęłam. Zastanawiałam się, skąd u niego ten dobry nastrój. No tak. Pablo wciąż nie wrócił z Ottawy.
- Napijesz się kawy? - spytał nagle.
- Ee... Tak, chętnie. 
Gregorio podał mi kubek. Wypiłam łyka. Była okropna.
- Gregorio, słyszałeś o cukrze?
- No tak. Wybacz, to z przyzwyczajenia - podał mi cukierniczkę.
Skończyłam pić kawę i zgarniając dziennik, opuściłam pokój nauczycielski, uciekając przed towarzystwem Gregoria.
- Udanych zajęć, Enszi! - krzyknął na odchodne.
Zajęcia przebiegły bez przeszkód. Uczniowie mieli dobre humory, widać, że w święta wypoczęli, przy czym nie zapomnieli też o ćwiczeniu.

Kilka godzin później wracałam samotnie do domu, nucąc "Podemos". Szłam powoli, rozkoszując się ciepłym, słonecznym dniem. Nagle potknęłam się. Zakręciło mi się w głowie. W ułamek sekundy wiedziałam, że zaraz czeka mnie niemiłe spotkanie z ulicą. Jednak upadek nie nastąpił. Ktoś zdążył mnie chwycić. Usłyszałam za sobą znajomy głos. 

- Uważaj na siebie. Nie wiedziałem, że tak pięknie śpiewasz, księżniczko.
Odwróciłam się. Za mną stał Matias. O dziwo wyglądał schludnie. Był ubrany w elegancki czarny garnitur.
- Chyba się już znamy, co? Dawno się nie widzieliśmy - zagadnął. To prawda. Nie widziałam go od śmierci Jade. 
- Mogę cię kawałek odprowadzić? Czy proszę o zbyt wiele?
- No dobrze... Ale tylko kawałek. 
Szliśmy, rozmawiając. Głównie on mówił. Starałam się zachować od niego pewną odległość. Dowiedziałam się, że znalazł pracę i stara się uczciwie żyć po śmierci siostry. Kawałek przed domem Castillo, poprosiłam go, aby poszedł. 
- Tak. Już idę. Dziękuję ci. Nie masz pojęcia, jak się cieszę, że cię spotkałem. Nigdy nie zapomnę naszego pierwszego spotkania - ucałował wierzch mojej dłoni. - Żegnaj moja księżniczko. Do zobaczenia... 
I już go nie było. Przez chwilę stałam jak wryta, zastanawiając się, czy to wydarzyło się naprawdę. Przyznam, że była to potwornie dziwna sytuacja. Słowa Matiasa wciąż brzęczały mi w uszach. W życiu nie przypuszczałam, że mogłabym mu się podobać. Zaśmiałam się pod nosem i wróciłam do nucenia piosenki.

Chwilę później byłam już pod domem. Weszłam do środka, zamknęłam drzwi i skierowałam się do kuchni, po szklankę wody. Tam zobaczyłam Germana z nosem przywartym do szyby.

- Na co tak patrzysz? - spytałam.
Mężczyzna drgnął, nie przestając jednak patrzeć przez okno.
- Angie! Wystraszyłaś mnie. Ciii, zobacz Violetta wraca do domu. Jest z jakimś chłopakiem.
- To pewnie Leon - stwierdziłam obojętnie, sięgając po szklankę.
- Nie, to nie on! Sama zobacz! Ma ciemniejsze włosy.
Z ciekawości podeszłam do niego i spojrzałam w stronę ulicy. Dostrzegłam Violettę kroczącą u boku chłopaka o czarnych włosach, ubranego w szare rurki i kurtkę z czarnej skóry.
- To na pewno znowu ten Tomas! Violetta miała się do niego nie zbliżać! - awanturował się mój narzeczony.
- Nie, nie, to nie Tomas - powiedziałam szybko.
- Mówię ci, to Tomas. Kto by inny?
- Nie wiem, ale to nie on. Jestem pewna.
- Założysz się? 
- Oczywiście - uścisnęłam jego dłoń.
Violetta i tajemniczy chłopak zniknęli z pola widzenia. Wypełniłam szklankę wodą mineralną i wypiłam ją duszkiem. W tej chwili rozległ się dzwonek do drzwi. German popędził otworzyć drzwi. Ruszyłam tuż za nim.
W drzwiach stała moja siostrzenica i ot tajemniczy chłopak. Widziałam go pierwszy raz w życiu. Z pewnością nie był to Tomas. Wpuściliśmy ich do domu. Spojrzałam na Germana wzrokiem zatytułowanym "A nie mówiłam, że to nie Tomas?"
- Nie byłbym taki pewien - wyszeptał przez zaciśnięte zęby, bezbłędnie odczytując moje myśli.
Pokręciłam głową. Ku mojemu zdumieniu mężczyzna podszedł blisko młodzieńca i "bardzo dyskretnie" przyjrzał się jego czołu.
- A jednak - wyszeptał. Tym razem jednak nie tylko ja to usłyszałam.
- Słucham? - spytał chłopak. Miał głos z lekką chrypką, w którym dało się wyczuć hiszpański akcent.
- Nie, nic, nic.
- Aha... Jestem Diego - jego ton był bardzo nonszalancki.
- Nazywam się German Castillo, jestem ojcem Violetty - w głosie mojego narzeczonego dało się wyczuć lekkie zdenerwowanie.
- A pani jest jej mamą? - zwrócił się do mnie.
- Ja? Nie, nie. Mam na imię Angeles... Po prostu Angie. Jestem jej ciocią.
- A także moją narzeczoną - wtrącił German. Uśmiechnęłam się w duchu.
- Ahm, rozumiem - nie podobał mi się jego ton. Zachowywał się, jakby bawiła go ta cała sytuacja. 
Rozmowa się urwała. Już zaczynało się robić niezręcznie, gdy do przedpokoju weszła Brunhilda. 
"No pięknie" - pomyślałam. -"Teraz się zacznie"
- A któż to do nas zawitał? - przyłożyła czubek parasolki do jego szyi i wbiła w niego mordercze spojrzenie. - Zaprosiłaś tu kolejnego dresa? - warknęła w moją stronę.
- Nie, ja do Violetty - ucieszyłam się, że Diego nieco spuścił z tonu. 
- Ah. No dobrze. Powiedz, czym się interesujesz? Jakie masz plany na przyszłość? Jakie masz zamiary co do Valentinki?
- Najpierw byłbym wdzięczny gdyby pani opuściła broń - wycedził. - Czym się interesuję? Muzyką. A co do moich pla...
- Muzyką? - warknęła pogardliwie kobieta, nie dając mu szansy odpowiedzieć na pozostałe pytania. - A już myślałam, że Valentinka znalazła sobie jakiegoś przyzwoitego absztyfikanta - po tych słowach opuściła pomieszczenie, mamrocząc pod nosem. - Muzyka, też coś! Oj, ta Valentina...
- Violetta... - mruknął Diego. - No nic. Ja już pójdę. Do jutra, Violetto. Do widzenia państwu.

Po tych słowach chłopak opuścił dom. Violetta natomiast ulotniła się do swojego pokoju.
- A nie mówiłam? - zaśmiałam się złośliwie.
- No tak. Nie miał tego... - wskazał na czoło - tego no... tego takiego czegoś - słysząc jego słowa pokręciłam głową z dezaprobatą. - Wygrałaś zakład. Co mogę dla ciebie zrobić?
- Mógłbyś na przykład... Sama nie wiem.
- Za to ja mam pomysł - szepnął, podchodząc bliżej mnie.
- Hm?
Nie odpowiedział, tylko przejechał dłonią po moim policzku od ucha ku brodzie. Założył mi za ucho niesforny kosmyk włosów, ujął podbródek i powoli zaczął się przybliżać. Już czułam jego usta na swoich, gdy z góry dobiegł nas jakiś hałas. 
- Dokończymy to później - szepnęłam i pobiegłam do pokoju Violetty.
Drzwi były otwarte. Zajrzałam do jej sypialni i zobaczyłam, że zbiera odłamki porcelanowej filiżanki z podłogi.
- Mogę wejść? - spytałam i nie czekając na odpowiedź, podeszłam do siostrzenicy i pomogłam jej zbierać szkło. 
Gdy skończyłyśmy dostrzegłam w kącikach jej oczu malutkie łzy.
- Coś się stało, Violu? - usiadłyśmy na łóżku. - Brakuje mi tych wieczorów, kiedy opowiadałaś mi co u ciebie słychać.
- Angie - siostrzenica przytuliła się do mnie i zaczęła szlochać. 
Opadłyśmy na poduszki. Pozwoliłam jej się wypłakać i czekałam aż sama zacznie mówić. Przez chwilę wyglądała, jakby biła się z myślami - mówić, czy nie.
- Angie, mam dość tego wszystkiego. Mogę ci coś powiedzieć? Nie powiesz tacie? - pokręciłam przecząco głową. - No więc... Pod waszą nieobecność, no tak jakoś wyszło, zrobiliśmy imprezę. Pokłóciłam się wtedy z Leónem. Ktoś mu o tym powiedział. Przyszedł, kiedy byłam no... trochę pijana. Olga miała takie dobre wino... Ale wszystko pamiętam! Powiedział, że jest mu przykro. I że... że... ciągle się kłócimy. Zerwał ze mną, Angie. Teraz nawet się do siebie nie odzywamy. No i... wczoraj byłam na karaoke. Poznałam tam Diego. To fajny chłopak. Pociesza mnie. Dzisiaj spotkałam go w drodze ze studia. Odprowadził mnie do domu. Dobrze mi się z nim rozmawia. Jesteśmy przyjaciółmi - dodała szybko, widząc moją minę.
Dziewczyna zamilkła i przytuliła się do mnie. Zaczęłam głaskać ją delikatnie po głowie.
- Angie, myślisz, że wszystko się ułoży? - spytała.
- Tak, na pewno. Nie martw się już. Powinnaś odpocząć...
Po raz kolejny dziś usłyszałam hałas. Tym razem dochodził z dołu. 
- Słuchaj swojego serca, kochanie - dodałam na odchodne.
Wyszłam z pokoju siostrzenicy i skierowałam się na dół. W kuchni słychać było niemiłosierne obijanie się o siebie garnków. 
- Olgita, co się tu dzieje?
- Angie, nigdzie nie ma Roberta! 
- Że kogo?
Kobieta nie odpowiedziała mi, tylko zaczęła jeszcze natarczywiej przeglądać szafki. Po chwili w jej ręce wpadł Perseusz.
- Tu jesteś, Robert! Roberciku... Robciu... Robaczku mój...
Uśmiechnęłam się pod nosem i wyszłam z kuchni, zostawiając Olgę samą z myszką. Chichocąc szłam w stronę salonu. Nagle poczułam, że na kogoś spadam. Uniosłam wzrok. Stał przede mną mój narzeczony.
- Angie - uśmiechnął się - co cię tak rozbawiło?
- To co zwykle. No wiesz, Olga. Uwielbiam ją.
- Ty też jesteś ulubienicą. Ciągle powtarza jaka jesteś cudowna. Zresztą, nie dziwię się jej - te dwa słowa wyszeptał mi do ucha. Przeszedł mnie miły dreszczyk. - Nie chciałabyś może wybrać się na spacer?
Uśmiechnęłam się i podałam mu dłoń. Zacisnął na niej palce i wyszliśmy z domu.

Kroczyliśmy uliczkami parku, trzymając się za ręce i wymachując nimi, śmiejąc się przy tym jak para nastolatków. Nagle zobaczyłam najmniej spodziewaną w tym momencie osobę. Kilkadziesiąt metrów od nas bez wątpienia stał Matias. Pociągnęłam Germana za ramię i schowałam się za krzakami.

- Co ty robisz? - spytał zdezorientowany.
- Ciiicho! Patrz, kto tu idzie. Matias. Spotkałam go dzisiaj, jak wracałam z pracy. Nie mam ochoty znów z nim rozmawiać.
- Aaa co mówił?
- Nie, no... Nic takiego - odpowiedziałam szybko.
- Nękał cię?
- Nie... - zaczęłam, ale przerwał mi głosik jakiegoś dziecka.
- Mamo, co ta pani i ten pan robią w krzakach?
Obok chłopca pojawiła się jakaś młoda brunetka.
- Wstydziliby się państwo - warknęła w naszą stronę.
Zaśmiałam się pod nosem i wyszłam z krzaków, a German za mną.
- Słyszałeś, wstydziłbyś się - zachichotałam, otrzepując sukienkę z liści.
German całkiem znienacka przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
"Yo tengo un plan siempre que te envuelve dulcemente. Yo tento solo amor para dar..."
Poczułam jak jedna jego dłoń mocno objęła mnie w pasie, drugą zaś badał mój policzek, bawił się kosmykami moich włosów. Oddawałam jego pocałunki, myśląc tylko o tym, żeby to się nie skończyło. W końcu jednak oderwaliśmy się od siebie. Nie śmiałam otworzyć oczu. Przyłożyłam swoje czoło do jego i rozkoszowałam się tą magiczną chwilą. 
Dopiero po chwili uniosłam powieki i odkryłam, że German patrzy mi prosto w oczy. Odsunęliśmy się od siebie na kilka centymetrów, wciąż tonąc wzajemnie w swoich tęczówkach. Przyciągał mnie do siebie swoim magnetycznym spojrzeniem. Poczułam jego dłoń w okolicy mojego ucha. Delikatnie przesunął opuszkami palców po policzku, docierając w końcu do ust. Zadrżałam niemal niezauważalnie. W pełni poddałam się jego działaniom. W następnej chwili musnął ustami moją górną wargę. Znów poczułam ten prąd przechodzący i przez całe ciało. 
- Kocham cię - powiedział.
- To ogłoś to całemu światu.
Sama nie wiem, co mnie strzeliło, że to powiedziałam. Nie chciałam, żeby krzyczał na pół Buenos Aires, że mnie kocha. A jednak... Tak silnie łaknęłam jego miłości. Potrzebowałam go. Całą sobą pragnęłam, aby już zawsze był przy mnie.
German znów przysunął się i szepnął mi prosto do ucha:
- Kocham cię. 
Spojrzałam na niego pytająco.
- Ty jesteś całym moim światem...
__________________________________________
Jak się podoba?
Nie obeszło się bez romantycznego akcentu. Tym razem na koniec. ;-)
Brunhilda również się pojawiła.
Taka mała aluzja do kropki Tomasza. Ech. :D
Los besitos, queridas. ♥
J & B

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 74

Rozdział 74. 

Obudziłam się. Ledwo świtało. Wciąż znajdowałam się na dachu kamiennicy. Obok mnie drzemał German. Zbliżyłam się do niego i obudziłam go delikatnym pocałunkiem w usta. 

- Dzień dobry - wyszeptałam. 
- Cześć, Angie - uśmiechnął się, ziewając. Spaliśmy najwyżej trzy godziny. - Szczęśliwego Nowego Roku. 
- I nawzajem... 
German przytulił mnie do siebie, a ja oparłam głowę na ramieniu mojego księcia z bajki. Patrzyłam jak słońce powoli wyłania się znad horyzontu, rozwiewając mgłę, unoszącą się ponad tysiącami malutkich, z tej wysokości, domków. To był magiczny widok. 

Kilka godzin później opuściliśmy już dach kamiennicy. Kroczyliśmy uliczkami Werony, niczym setki zakochanych, których obserwowałam każdego dnia w tym mieście. Trzymaliśmy się za ręce i spacerowaliśmy rozmawiając i śmiejąc się, niczym para nastolatków. Byliśmy wolni, wszystko inne zeszło na drugi plan. Liczyło się to, że jesteśmy razem i cieszymy się tą bajeczną, wspólną chwilą. Dotarliśmy do centrum miasta, gdzie o tej godzinie był całkiem spory ruch. Zarówno miejscowi, jak i turyści korzystali z ładnej pogody. W pewnej chwili German zatrzymał się, wciąż ściskając moją dłoń. 

- Angie, zaczekaj. Zapomniałem o czymś... 
- Ale o czym? - zaśmiałam się. 
W tej chwili mężczyzna spojrzał mi w oczy i uklęknął przede mną na jednym kolanie. Poczułam na sobie tysiące spojrzeń. Czułam, że przyglądają nam się wszyscy zebrani. A mój wzrok tonął gdzieś w jego oczach i gubił się wśród tych magicznych słów... 
- Angie, czy zgodzisz się za mnie wyjść? - kilka osób pisnęło, wyraźniej podekscytowanych. - Znów... - wyszeptał tak, że tylko ja to usłyszałam. 
- Ee... Tak - wyszeptałam. - Tak, tak tak! 
Rozległy się oklaski. German wstał i delikatnie włożył pierścionek na mój palec. Spłonęłam rumieńcem, a w oddali usłyszałam czyjś szloch. Następnie, nie mam pojęcia skąd, wyciągnął malutką białą różyczkę. Odgarnął kosmyk z mojej twarzy i wpiął mi ją we włosy. Oparł dłonie na moich ramionach, wciąż patrząc mi w oczy. 
- Pocałuj mnie - wyszeptałam niemal niesłyszalnie. Jego twarz zaczęła powoli się do mnie zbliżać i po chwili poczułam jego usta na swoich... 
"Lo sentimos los dos el corazón nos hablo y al oído suave nos susurro..."
Przeniósł ręce na moją talię, przyciskając mnie mocniej do siebie. Odwzajemniłam pocałunek, czując jak przechodzą mnie dreszcze. Słyszałam oklaski i reakcje przechodniów, ale nie zwracałam na to uwagi. Liczył się tylko on...
W końcu oderwaliśmy się od siebie. Nasze czoła delikatnie się stykały, a oczy pozostawały zamknięte. A więc znów byłam jego narzeczoną... Już dawno nie czułam się tak szczęśliwa, jak w tamtej chwili. Byłam Julią, a on moim Romeo. Rozumiałam tą dziewczynę. Kochała go. Nie chciała nikogo innego, bo wiedziała, że tylko przy nim może być szczęśliwa, nie miało znaczenia, ile przeszkód czekałoby na ich wspólnej ścieżce.

Kilka godzin później siedzieliśmy już w samolocie. Ja wyglądałam przez okno, a German spał mamrocząc pod nosem moje imię. Spojrzałam kolejny raz na zdobiący moją dłoń pierścień. Dla kogoś mógł być zwykłą biżuterią, ale dla mnie był to symbol, znak, że należę do ukochanego, a on do mnie. Rozejrzałam się po samolocie. Za kilka godzin będziemy w Pomyślnych Wiatrach. Ciekawe dlaczego ktoś tak nazwał miasto. Ale jeszcze ciekawsze było co wydarzyło się w domu podczas mojej nieobecności. Pogrążona w rozmyślaniach, odpłynęłam w niebyt.

Taksówką podjechaliśmy pod dom. Niebo było już ciemne, a my, skryci w mroku niczym złodzieje, podeszliśmy do drzwi frontowych. Po cichu weszliśmy do pogrążonego we śnie budynku. Wtem poczułam silne uderzenie. Zachwiałam się i upadłam ciągnąc za sobą narzeczonego. Kolejny cios trafił mnie w ramię. Rozbłysły światła. Przed nami stała Olga z parasolem Brunhildy w ręku i z wyraźnie zdumioną miną. Powoli wstaliśmy.
- Co państwo tu robią?! - zawołała zaskoczona.
- Podobno mieszkamy - odpowiedział German masując przedramię.
Gosposia otworzyła usta, ale przerwała jej Violetta, która wpadła do przedpokoju z prędkością godną Usaina Bolta. 
- Wróciliście! - krzyknęła, wieszając się nam na szyi. - W końcu! Tyle was ominęło! 
Wyswobodziliśmy się z jej uścisku i weszliśmy do salonu. Tam siedzieli bliźniacy, Ramallo, moja mama i Brunhilda. Cóż, ta ostatnia przywitała się z Germanem, a mnie obdarzyła "przyjacielskim" kuksańcem. 
- Gdzie tym razem wyciągnęłaś mojego Germanka? - gdyby babcia mojego narzeczonego umiała zabijać wzrokiem, dawno leżałabym już martwa.
- Ja... Nie, bo to nie tak.
Ale kobieta nie chciała mnie słuchać. Machnęła niecierpliwie dłonią, chwyciła moją mamę pod ramię i razem wyszły z pomieszczenia.
- Dobrze, że nic panience nie jest, panno Angie - Ramallo posłał mi ciepły uśmiech i również gdzieś się ulotnił.
Violetta usiadła na kanapie między bliźniakami. Javier wyjątkowo natarczywie oparł się o nią i przylgnął do jej ramienia. 
- Gdzie byliście? Nikt nie raczył mnie poinformować, co się z wami dzieje, twierdząc, że jestem "zbyt dużą plotkarą" - prychnęła Olga i spojrzała na nas wyczekująco, trzepocąc lekko rzęsami.
- Olgita, jesteśmy zmęczeni... - zaczął mój narzeczony, unosząc się z kanapy. Gosposia jednym szybkim ruchem powstrzymała go i zmarszczyła czoło. Gdy mężczyzna siedział z powrotem na swoim miejscu, znów wlepiła w nas oczy. Wiedziałam, że nie da na spokoju dopóki nie uchylimy przed nią rąbka tajemnicy.
- Ee... Byliśmy w Weronie... - zaczęłam. Kątem oka wychwyciłam chichoczącą Violettę.
- Naprawdę?! 30 lat temu byłam tam z moim chłopakiem. Spacerowaliśmy uliczkami, a tłumy Włochów wlepiały we mnie spojrzenia. Ale ja należałam tylko do niego. No mów, mów, Angie - dodała widząc moje uniesione brwi.
- Właściwie nic takiego... Podziwialiśmy balkon Julii, jedliśmy makaron, spaliśmy na dachu... No i takie tam.
- Powtórz to ostatnie - zażądała, patrząc na mnie z niedowierzaniem.
- No i takie tam... - mruknęłam, chociaż doskonale wiedziałam, o co jej chodzi. Spojrzała na mnie morderczo. - Spaliśmy na dachu - wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
- Ale dlaczego? - jej ciekawość narastała. Wiedziałam, że rozmowie przysłuchuje niemal równie zainteresowana Viola.
- Zostaliśmy wyrzuceni z zajmowanego mieszkania, z powodu hałasów o czwartej nad ranem - odpowiedział za mnie German.
Olga wybuchnęła głośnym chichotem.
- Hałasów? W nocy? Hahaha, no dobrze. Dobrze... Hahaha... Nie wnikam... Już. Przepraszam... - wykrztusiła między kolejnymi napadami śmiechu. Gdy się opanowała, mrugnęła do mnie łobuzersko i czekała na kolejne informacje.
- Ee... - nim zdążyłam cokolwiek dodać, z mojej torebki wyskoczył Perseusz. Wylądował prosto na głowie kolanach Germana, który patrzył na niego przerażony.
- Ojej. Jakie słodkie stworzonko. Takie milusie. Panienko Angie, to pani?
- Ee... Nie zupełnie. Olgo, jeśli chcesz możesz go sobie zatrzymać. 
- Naprawdę? Mogę? Chodź szczurku, zobaczysz jak gotuję roladę mięsną. No chodź... Robert, chodź.
- Perseusz - wyszeptałam niemal niesłyszalnie. Gosposia jednak zniknęła już za drzwiami kuchni.
Teraz głos zabrała Violetta. Dowiedzieliśmy się, że Javier i Miguel zostaną u nas jeszcze kilka dni, Violetta zerwała z Leonem, a mama i Brunhilda zapisały się na wodny aerobik dla seniorów. Gdy skończyła opowiadać, chciała poznać więcej szczegółów, co do naszego wyjazdu. Jednak Miguel, zapytał czy może iść spać. W tej sytuacji przesłuchanie zostało odroczone, a ja poszłam opowiedzieć chłopcom bajkę na dobranoc, którą obiecałam Javierowi. 

Usadowiłam się na fotelu i zamknęłam oczy, zastanawiając się co opowiedzieć. Nagle przyszedł mi do głowy pomysł. 

- Żyła sobie kiedyś pewna kobieta. Była to najpiękniejsza kobieta jaka stąpała po ziemi. Miała czarne jak noc włosy, a oczy błękitne niczym poranne niebo. Na imię jej było Juliet. Każdy kto ją zobaczył zakochiwał się od pierwszego wejrzenia, ale ona odrzucała każdego z nich. Nie dlatego, że ich nie kochała. Dlatego, że nie potrafiła ich kochać. Miała serce z kamienia. I tak jak inni pragnęli być sławni, bogaci, szczęśliwi, tak ona chciała coś poczuć. Cokolwiek. Ból, cierpienie, miłość, radość... To było obojętne. Chciała być jak inni ludzie. Była gotowa oddać wszystkie swoje bogactwa, urodę, ale na nic się to nie zdawało. Wreszcie, gdy utraciła nadzieję, do jej dworu przybyła staruszka ubrana w łachmany. "Wiem jak ci pomóc. Ale jeśli mam rację, to poczujesz najgorszy istniejący ból. Czy jesteś na to gotowa?" - Zapytała. Juliet przytaknęła. Wtedy staruszka machnęła ręką, a w sali pojawił się młodzieniec. Był wyraźnie przerażony. Jego półprzymknięte powieki drgały, a usta były posiniałe. Ubrany był w brudną szatę. "Zabiorę mu serce i dam je tobie. Będziesz wówczas czuła, ale poczujesz przerażający ból. Jesteś gotowa?"  - Głos starszej pani był lodowaty. Kamiennoserca zawahała się i... odmówiła. "Nie mogę tego zrobić. Nie boję się cierpienia, ale nie mogę pozbawić kogoś serca."Gdy to powiedziała, stało się coś niezwykłego. Ziemia zadrżała, a Juliet poczuła... Właśnie. Poczuła. Rozejrzała się, ale staruszki nigdzie nie było. Natomiast młodzieniec nie był już przerażony, ani brudny. Stał wyprostowany, odziany w lśniącą szatę, uśmiechnięty. Na widok zdumionej miny rzekł: "Gdybyś zabrała mi serce poczułabyś przerażający ból. Gdybyś się przestraszyła cierpienie, nadal miałabyś kamienne serce. Ale ty poświęciłaś swoje marzenie dla mojego życia. Dlatego czujesz" Mówiąc to, podszedł do Juliet i złapał ją za rękę, a jej krew zaczęła szybciej krążyć w żyłach. Czuła. Po prostu czuła. 
Rozejrzałam się. Chłopcy zasnęli. Miguel oddychał miarowo leżąc w swoim łóżku, a Javier pochrapywał opierając swoją główkę na moich kolanach. Zachichotałam. 
- Piękna bajka - powiedział German.
Odwróciłam się. Stał w drzwiach, oparty o futrynę.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się. - Nie jesteś za duży na bajki? 
- Na twoje nigdy - mruknął German i podchodząc do mnie ucałował mój policzek.
Zarumieniłam się i uwalniając się z objęć Javiera, wstałam. Nagle poczułam jego dłonie w okolicy kolan. German przerzucił mnie sobie przez plecy, niczym worek kartofli i opuścił pokój. Próbowałam się wyrwać, ale na darmo. Zaśmiałam się. Kolejny wybuch stłumiłam jednak w sobie, nie chcąc obudzić bliźniaków ani kogokolwiek, kto już spał. Mężczyzna zaniósł mnie do naszej sypialni, gdzie dość niedelikatnie upadłam na łóżko. Nie przestając chichotać, sięgnęłam po poduszkę i zdzieliłam nią Germana po głowie. Mój narzeczony jednak wyrwał mi ją, klapnął obok mnie i wsadził sobie poduszkę pod głowę. Następnie objął mnie i mocno przyciągnął do siebie, uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Nie protestowałam. Zawładnęło mną bijące od niego ciepło. Wtuliłam się w niego i chwilę później zasnęłam niczym mały aniołek. 


Nazajutrz obudziłam się z dłońmi oplecionymi wokół karku ukochanego.
"A więc wracamy do szarej rzeczywistości" - pomyślałam.
W końcu byliśmy znów w Argentynie. Już po świętach. Był bodajże... Przez chwilę gorączkowo zastanawiałam się nad dzisiejszą datą. Po kilku chwilach wywnioskowałam, że musi być 2 stycznia.
Zaraz. Czy to znaczy, że idę dziś do pracy?! Zerknęłam na zegarek. Z ulgą stwierdziłam, że jest dopiero szósta. Postanowiłam jednak, że wstanę, aby odpowiednio się przygotować. German wciąż, choć nieco słabiej niż wieczorem przyciskał mnie do siebie, miarowo oddychając. Starając się go nie obudzić, wyślizgnęłam się z łóżka. Spojrzałam jeszcze raz na niego. Tak słodko spał. Delikatnie ucałowałam go w policzek i szepnęłam "Wyglądasz uroczo, kiedy śpisz", chociaż wiedziałam, że nie usłyszy. Uśmiechając się pod nosem, westchnęłam i wyszłam z pokoju.
__________________________________________
W końcu jest rozdział. :)
Musicie nam wybaczyć, że czekaliście tak długo.
Męczy nas niemiłosierne lenistwo.
Evamos milion de besitos. ♥
J & B

PS. Możecie śmiało pisać czego oczekujecie w kolejnych rozdziałach. Czekamy na propozycje. :)
PS2. Założyłam bloga o Clarze Alonso. Poszukuję współautorek. Więcej informacji: tutaj - Julia.

niedziela, 20 października 2013

Rozdział 73

Rozdział 73.

Schowałam Perseusza do kieszeni sukienki i ruszyłam przed siebie. Nie zastanawiałam się specjalnie dokąd idę. Podziwiałam stare budynki i kolorowe witryny sklepów. Przyglądałam się zakochanym, zajadając przy tym kiszoną kapustę. Pary trzymały się za ręce, obejmowały i kroczyły beztrosko uliczkami miasta. Wydawało mi się, że są niemal wszędzie dookoła. Czułam się dziwnie samotna. Bolesna rzeczywistość uderzałam we mnie coraz silniej. Nie miałam rzeczy ani żadnych ubrań, a nawet zarezerwowanego noclegu. Czułam się jak głupia. Poleciałam do Włoch całkiem sama, w dodatku bez bagażu. Przypomniało mi się, co powiedział mi kiedyś jeden z moich szkolnych kolegów: 

"Nie możesz być mądra. Jesteś blondynką. Blondynki rodzą się głupie. A ty nie odstajesz od tej reguły". Skrzywiłam się na to wspomnienie. Jednak zaraz potem usłyszałam w głowie inny głos:
"Angeles jest najmądrzejszą dziewczyną jaką znam. A jej pięknych blond loków nie jedna może jej pozazdrościć".
Tak. To powiedział Pablo. Okropnie się wtedy speszyłam. To było zdaje się w pierwszej klasie liceum. Nigdy nie czułam się mądra, a tym bardziej ładna, bez względu na to, kto mnie o tym zapewniał. A Pablo? On zawsze był przy mnie. Mogłam na niego liczyć. A teraz nie ma go tu. Co ja mówię, on nie ma pojęcia, gdzie jestem. Nie wie, jak fatalnie się urządziłam. Szłam dalej, wciąż rozmyślając. Nagle poczułam, jak upadam. Sama nie wiem, czy potknęłam się o jakiś kamień, czy może o własną nogę. Wpadłam prosto na stoisko z tabliczkami, na których widniały przeróżne napisy. Na szczęście upadła tylko jedna z nich. Sięgnęłam po nią i nim zdołałam wstać, ktoś podał mi rękę. Chwyciłam ją bez zastanowienia i uniosłam się z ziemi. 
- Nic pani nie jest? - usłyszałam pytanie po hiszpańsku.
- Nie, wszystko gra - odpowiedziałam szybko. Spojrzałam na twarz dżentelmena, który mi pomógł.
- Ge-German?!
- Angie? - wypalił w tej samej chwili, nie odrywając ode mnie wzroku. 
Po chwili zorientowałam się, że wciąż trzymam coś w ręku. Spojrzałam na napis na glinianej tabliczce.
- Amore - wyszeptałam podświadomie. Gdy zdałam sobie sprawę, co właśnie powiedziałam na głos, spłonęłam rumieńcem. Oddałam szybko pamiątkę sprzedawczyni.
- German, co Ty tu robisz? - rzuciłam w stronę mężczyzny.
- Co robię? Jak to co robię? Szukam cię. 
- Ale po co? Przecież doskonale radzę sobie sama. Jest mi cudownie samej tu, w Weronie.
- Angie, czy Ty siebie słyszysz? Zabrałaś w ogóle jakieś rzeczy? Ale mniejsza o to. Chciałem ci pomóc...
- Pomóc mi? - zadrwiłam. - Nie potrzebuję pomocy, a już szczególnie nie potrzebuję jej od ciebie. 
- Ale myślałem...
- Co myślałeś? Że pojawisz się tu nie wiadomo skąd i wszystko będzie jak dawniej? Myślałeś, że tak po prostu o wszystkim zapomnę? Tak myślałeś? Jesteś w błędzie.
- Ale Angie...
- Daj spokój.
Odwróciłam się i puściłam się biegiem w stronę centrum miasta. Znów czułam się sama, zagubiona. To uczucie wróciło. Ale zaraz. Skoro wróciło, musiało na chwilę mnie opuścić. Nie chodziło o Germana. German to temat zamknięty. Ale nie wiem, jak mogłam tak po prostu wyjechać z Buenos Aires. Miałam tam wszystko. Pracę, przyjaciół. Miałam siostrzenicę. Miałam tam swoje życie. Miałam narzeczonego. No właśnie. Miałam. Mój związek z Germanem to przeszłość. Dawno i nieprawda. 
Kupiłam po drodze torebkę jabłek, kremową sukienkę w delikatną łączkę i ser dla Perseusza. Udało mi się nawet wynająć jakiś nocleg. Zajęłam niewielki pokoik w jednej z kamienic w środku miasta. Tam usiadłam na kanapie i głęboko westchnęłam. Przez chwilę gapiłam się w ścianę. Po chwili powędrowałam do łazienki, gdzie wzięłam chłodny prysznic, dokładnie umyłam i wysuszyłam włosy, a w końcu przebrałam w się w nową sukienkę. 
Nakarmiłam Perseusza i zabrałam się za konsumowanie jabłek. Nim się spostrzegłam na dworze się ściemniło. Pozwoliłam myszce usadowić się na poduszce, podczas gdy sama usiadłam na brzegu łóżka, wyciągnęłam telefon z białymi słuchaweczkami i włączyłam jakąś dołującą piosenkę na cały głośnik. Ciężkie dźwięki i słowa, śpiewane niskim, męskim głosem sprawiały, że przed oczami migały mi najbardziej przykre wspomnienia z przeszłości. Przeszłości, która wydawała mi się tak odległa. Nie mogłam przestać myśleć o nim. Gdy do oczu zaczęły cisnąć mi się łzy, wyszarpnęłam słuchawki z uszu i wyszłam na balkon. Poczułam na twarzy powiew rześkiego, nocnego powietrza. Balkonik był mały, umieszczony wysoko nad miastem, otoczony zardzewiałą poręczą. Oparłam się o nią łokciami i spojrzałam w dół. Werona była pięknie oświetlona. Miasto tętniło życiem, mimo później pory, a gwiazdy zdawały się świecić jaśniej niż zwykle. 
Nagle poczułam, jak czyjaś dłoń chwyta moją. Odwróciłam się w tamtą stronę. Stał za mną German. Nie miałam pojęcia, skąd wiedział, gdzie mnie znaleźć. Stał tam i patrzył na mnie, przyciskając jednocześnie moje dłonie do swojej klatki piersiowej. W jednej chwili wszystkie wspomnienia stały się realne. 
- German, co ty tu... - zaczęłam, spuszczając głos.
Mężczyzna ujął mój podbródek, zmuszając mnie, abym spojrzała mu w oczy. Następnie przyłożył palec do moich ust i zaczął mówić.
- Angie, przepraszam. Wiem, że cię zraniłem. Ale nie potrafię bez ciebie żyć. Gdy uciekłaś, poleciałem za tobą. Obiecałem sobie, że nie spocznę, póki cię nie odnajdę. Gdy cię zobaczyłem, moje życie nagle znów nabrało sensu. Wiem, że jestem idiotą i nie zasługuję na ciebie. Ale Angeles, kocham cię. Kocham cię, Angie - te ostatnie słowa wyszeptał niemal niesłyszalnie. 
Spojrzałam prosto w jego czekoladowe oczy. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Sens jego słów powoli zaczął do mnie docierać i wypełniał moje ciało delikatnym ciepłem. German wciąż trzymał moje dłonie przy sobie. Staliśmy tak, nie zwracając uwagi na czas, który jakby stanął w miejscu. Liczyła się tylko ta magiczne chwila, przy nim. Nagle usłyszałam dochodzące z dołu wołanie tłumu.
- Tres, duo, uno.
Po moim ciele przebiegły ciarki. Zaledwie ułamek sekundy później na niebie rozbłysły tysiące różnokolorowych sztucznych ogni. Zabrzmiałam głośna muzyka, rozległy się wiwaty i okrzyki. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że jest Sylwester. A raczej był. Jakąś sekundę temu. Właśnie wybiła północ. Ale to straciło znaczenie. German przyciągnął mnie do siebie i pocałował.


Miłość. Dziwne uczucie. Kilka godzin temu sądziłam, że to tylko źródło cierpień. A teraz? Teraz jest czwarta nad ranem. Teraz jestem w Weronie. Teraz jestem szczęśliwa. Czy jedna osoba jest w stanie zamienić noc w dzień, a smutek w radość w ciągu zaledwie kilku sekund? Bo tylko tyle trwał nasz pocałunek. I tyle wystarczyło. Pogładziłam Perseusza. Zagryzłam wargę, by się nie roześmiać na wspomnienie okrzyku Germana. Cóż mysz nie powinna go gryźć, ale żeby zaraz piszczeć? Moje rozmyślania przerwał ukochany, delikatnie starając się zwrócić na siebie uwagę. Jego dłoń zaczęła błądzić po moich plecach. 

- Bo naślę na ciebie Perseusza! - pogroziłam mu żartobliwie.
Mężczyzna opuścił dłoń, a zamiast tego delikatnie mnie pocałował. Przysunęłam się bliżej i odwzajemniłam pocałunek. Przerwał nam jednak dźwięk komórki Germana. Ukochany westchnął. 
- German Castillo, słucham. 
- Gdzie ty się podziewasz tato?! Wróciłam z sylwestra tak jak kazałeś, a ciebie nie ma! I czego się dowiedziałam?! Że Ramallo i Olga od kilku godzin cię szukają! A obie babcie siedzą jak na szpilkach! Dobrze, że chłopcy o niczym nie wiedzą. Jakby zniknięcie cioci nie było dostatecznym ciosem... Gdzie ty się, u diabła, podziewasz tato?! - Violetta krzyczała dostatecznie głośno, żebym słyszała co mówi. - No pytam! I to mi kazałeś zachować się odpowiedzialnie i wrócić na czas! Merde!
Zachichotałam. Jeszcze nigdy nie słyszałam, aby moja siostrzenica klęła. Musiała być niesamowicie wściekła.
Ona chyba usłyszała mój śmiech, bo nagle zamilkła. German włączył tryb głośnomówiący.
- Zaraz, tato... Jesteś z Angie? - powiedziała powoli. 
- Cześć, kochanie. - mruknęłam. 
- Tata? Angie? Jesteście... Zaraz czyli... Nieważne, czekam na rodzeństwo. Do zobaczenia w domu - wyjąkała i rozłączyła się zanim któreś z nas zdążyło jej wszystko wytłumaczyć. Ale z drugiej strony... Jak wytłumaczyć komuś, że przez prawie cztery godziny siedzieliśmy bez słowa przyglądając się sobie nawzajem? Przecież to idiotyczne. 
"Tak idiotyczne jak gadanie do pomnika z tą różnicą, że teraz jesteś szczęśliwa, a wtedy nie byłaś" - usłyszałam cichy głos w swojej głowie. 
- "As many times as I blink, I'll think of you tonight, I'll think of you tonight" - zanucił German.
Uśmiechnęłam się na dźwięk jego głosu. Tak, ta piosenka idealnie pasowała do okoliczności.
- Pamiętasz tę chwilę, gdy pierwszy raz cię zobaczyłam po powrocie do Buenos Aires? - wyszeptałam.
- Tak. Wszedłem do gabinetu i zastałem tam anioła w dżinsach. Oglądał zdjęcie i uśmiechał się. Wtedy to cudowne stworzenie odwróciło się i spojrzało na mnie przerażone - mężczyzna uśmiechnął się i pogładził mój policzek.
- Zapomniałeś dodać, że wziąłeś mnie za guwernantkę - zachichotałam.
German zaśmiał się i przytulił mnie do siebie. W tej chwili nie wiadomo skąd pojawił się Perseusz, który kilka sekund później był już za koszulą Germana. Mężczyzna zaczął się trząść. Nagle wstał i począł skakać w kółko po pokoju. W normalnych okolicznościach wybuchnęłabym śmiechem, ale było po czwartej nad ranem, jego dzikie okrzyki powodowały niebywały hałas, a inni lokatorzy w każdej chwili mogli wezwać policję. Podeszłam do ukochanego i zatkałam mu usta dłonią. Następnie drugą ręką zaczęłam dość nieudolnie odpinać guziki jego koszuli. Gdy w była całkowicie rozpięta myszka wyskoczyła na łóżko i usadowiła się na poduszce. German zrobił smutną minę i wskazał na niewielkie zaczerwienienie w w okolicy obojczyku. Najwyraźniej Perseusz potraktował go swoimi ostrymi ząbkami. Podeszłam do niego i pocałowałam go we wskazane miejsce.
- Już lepiej? - zachichotałam.
- Tak, o wiele - odparł uśmiechając się do mnie łobuzersko.
Niestety w tej chwili rozległo się głośne pukanie do drzwi i chwilę później w pokoju pojawił się mężczyzna w średnim wieku, w którym rozpoznałam właściciela mieszkania oraz jakaś starsza pani w staromodnym szlafroku w kratę, trzymająca w ręku patelnię.
- Co wy sobie wyobrażacie?! Ubrałbyś się młodzieńcze! Niektórzy próbują spać, a wy odstawiacie tu jakieś nie wiadomo co i zakłócacie mój spokój! - awanturowała się kobieta.
- Spokojnie, proszę pani - odezwał się właściciel. - Otrzymałem wiadomość, że nie przestrzegają państwo reguł ciszy nocnej. 
- Przecież my tylko... To ten mały diabeł... - wtrącił się German.
- Proszę, żeby państwo spakowali swoje rzeczy i opuścili ten pokój w trybie natychmiastowym.
- Ale... Teraz? Jest czwarta rano... - zaczęłam.
- Natychmiast! 
Spakować swoje rzeczy. Uśmiechnęłam się ponuro na te słowa. Przecież prawie nic nie mamy. German sprzątnął swój plecak z łóżka, podał mi moją torebkę i Perseusza.


***
- Nie ma mowy!
- No chodź - German wyciągnął rękę w moją stronę. Złapałam ją i zostałam wciągnięta na dach jakiegoś budynku.
- Chyba naprawdę oszalałeś.
- Być może. 
Mężczyzna przytulił mnie do siebie. Spojrzałam w dół. Moim oczom ukazał się magiczny widok. Miliony różnokolorowych światełek tworzyły swego rodzaju mozaikę. Wtuliłam się w tors Germana, który zaczął bawić się moimi włosami. Jego wargi co chwilę lądowały na moich policzkach oraz napotykały moje usta. To była taka magiczna chwila. Po raz pierwszy od kilku dni czułam, się szczęśliwa. Odzyskałam go...

                                                                                      
I oto jest. 
Germangie wróciło :D
Co sądzicie? Czekacie na jutro? 
Deje Tomas estará contigo. ♥
J & B

PS. Piosenka, którą nucił German to "Vanilla Twilight",  a "merde" to słówko francuskie :D