środa, 10 lipca 2013

Rozdział 31

Rozdział 31. 

- Cześć, Pablo - szepnęłam wchodząc na salę.
- Cześć, Angie - odparł słabym głosem.
- Jak się czujesz? - spytałam siadając na brzegu jego łóżka.
- Już lepiej... W nocy było o wiele gorzej... Ale nie żałuję, dla Ciebie warto było to wycierpieć...
- Pablo, musimy poważnie porozmawiać - powiedziałam stanowczym tonem.
Mężczyzna milczał najwyraźniej nie rozumiejąc, co mam na myśli.
- Posłuchaj - ciągnęłam - Pablo, wiesz, że Cię kocham, ale... Jako przyjaciela, nie chłopaka. Wiem, że pewnie jest Ci teraz przykro, ale nie chcę Cię okłamywać... Chcę być z Tobą szczera, Pablo.
- Angie... - zaczął.
- Pablo, zdaje mi się, że pomyliliśmy przyjaźń z miłością...
Pablo spojrzał na mnie spode łba i odwrócił się na drugi bok.
Wyszłam z pomieszczenia z postanowieniem odwiedzenia go następnego dnia. Tak też zrobiłam. Nazajutrz  lekarz jednak poinformował mnie, że mężczyzna nie życzy sobie moich wizyt. Tak więc chcąc nie chcąc opuściłam zawiedziona szpital i wróciłam do domu Castillo.
Zastałam domowników jedzących śniadanie w dość przyjemnej atmosferze. Postanowiłam chociaż przez chwilę zamartwiać się Pablo i z pewnym wysiłkiem przywołałam na twarz niezbyt przekonujący uśmiech.
- Dzień dobry - przywitałam się podchodząc do stołu.
- Dzień dobry, Angie - na mój widok German wstał z krzesła i delikatnie pocałował mój policzek, który natychmiast pokrył się rumieńcem.
Na ten widok Olga i Ramallo wymienili porozumiewawcze uśmiechy.
Śniadanie zjedliśmy w dość radosnej atmosferze. Ja jednak byłam cicha i małomówna. W pewnej chwili Viola zaczęła podejrzliwe przyglądać się szyi ojca, gdzie pozostał mu siniak po spotkaniu z pięścią Pabla.
- Tato, co Ci się tu stało? - wskazała na okolice krtani.
- To długa historia, skarbie... - odparł.
- Violu, przygotowałaś się już? Od jutra wznawiamy zajęcia w studio... - zmieniłam szybko temat.
- Tak, już wszystko mam przygotowane, wiem nawet, w co się ubiorę - cieszyła się dziewczyna.
Napotkałam wzrok Germana. Uniosłam lekko kąciki ust. Mężczyzna natychmiast charyzmatycznie odwzajemnił uśmiech.
Po skończonym posiłku Violetta poprosiła mnie na chwilę do swojego pokoju. Weszłam do środka i usiadłam na brzegu łóżka obok siostrzenicy.
- Angie, co się stało tacie? - spytała.
- Oj, Violu... To skomplikowane...
- Proszę powiedz, Angie!
- No dobrze... Tylko się nie złość... No więc Twój tata i... Pablo trochę się... pobili.
- Jak to?! A co z Pablo?
- Był w szpitalu... Uderzył głową w fontannę, ale spokojnie. Nic mu nie jest.
Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
- Angie... Oni pobili się o Ciebie, prawda?
- Nie, Violu... - skłamałam natychmiast - No dobrze... Tak... Ale to nie tak jak myślisz... Pablo był zazdrosny o Germana...
Opowiedziałam wszystko siostrzenicy, obserwując w jej oczach coraz większe niedowierzanie. Sama natomiast nie mogłam uwierzyć, że zwierzam się siostrzenicy... Jednak przynosiło mi to pewną ulgę.
- To niesamowite, Angie! - zawołała Violetta, gdy skończyłam opowiadać. - Ale... wybrałaś tatę, prawda?
- Chyba tak - odpowiedziałam. - A Ty wybrałaś Leona, tak?
Zmieniłam temat i pozwoliłam siostrzenicy opowiedzieć o jej problemach. Rozmawiałyśmy tak, aż przyszedł German i kazał nam iść już spać.
- Twój tata ma rację. Dobranoc, Violu - powiedziałam i wyszłam. Usłyszałam jak mężczyzna życzy córce dobrej nocy i ruszyłam do swojego pokoju. Na łóżku leżała kartka. A na niej widniały słowa:


"... to osłódź twym tchnieniem
Powietrze i niech muzyka ust twoich

Objawi obraz szczęścia, jakie spływa

Na nas oboje w tym błogim spotkaniu."
 Dobranoc, 
                             German
   
Uśmiechnęłam się czytając karteczkę od ojca Violi. Tym razem użył cytatu z "Romea i Julii". Położyłam liścik na szafce, obok pozostałych i położyłam się spać. Zasnęłam, gdy tylko moja głowa dotknęła poduszki.
________________________________
Podobało wam się? Oby! :)
Dziś blog kończy miesiąc. ^^
Dziękujemy, że jesteście z nami. ;**
Gracias por todo. ♥
J & B

PS. Dziękujemy za 10.000 wyświetleń :)

wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział 30

Rozdział 30. 

Mężczyzna biegł w stronę ojca Violetty, a ja popędziłam za nim. Wołałam go, ale nie zwrócił na mnie uwagi. Podbiegł do mojego szwagra i uderzył go pięścią w nos. Zaskoczony German cofnął się zaskoczony, a z nosa popłynęła mu krew. Szybko się jednak otrząsnął i wymierzył przeciwnikowi cios w brzuch. Mój przyjaciel zgiął się, ale nie poddał. Po chwili znów uderzył, jednak tym razem w szyję. Ojciec Violi stracił dech i zrobił się purpurowy. 

- Przestańcie! Proszę! - krzyczałam, ale mężczyźni nie zwrócili na mnie uwagi.
German, odzyskawszy normalny odcień skóry, wystrzelił pięść w głowę Pabla. Ten zatoczył się i nieprzytomny wpadł do fontanny.  
- Pablo! - krzyknęłam podbiegając do niego.
Mój przyjaciel unosił się na wodzie bez ruchu. Krew mieszała się z zawartością fontanny. Złapałam go za ręce, nieudolnie próbując wyciągnąć. Nie było to łatwe, jednak po chwili podszedł do mnie ojciec Violi i wspólnymi siłami nam się udało.
- German, dzwoń na pogotowie! - krzyczałam zrozpaczona. 
Podczas gdy mężczyzna rozmawiał z funkcjonariuszem, ja klepałam Pabla po policzku, próbując go ocucić. Łzy wciąż ciekły mi po twarzy kapiąc na jego zakrwawioną koszulę.
Pomoc przyjechała po kilku minutach. Lekarze stwierdzili, że w karetce nie starczy dla mnie miejsca, więc zabrali tylko mojego przyjaciela zostawiając mnie samą z Germanem.
Ojciec Violetty podszedł do mnie i pogłaskał mnie po policzku. Nogi zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa, więc mimowolnie się do niego przytuliłam. 
Po chwili jego ciepły uścisk sprawił, że zaczęłam myśleć racjonalnie. Spojrzałam na twarz mężczyzny. Chociaż odzyskała już normalną barwę, na szyi miał siniaka, a z jego nosa wciąż ciekła krew. Sięgnęłam do torebki wyjmując chusteczkę i delikatnie ją ocierając.
- Angie, wszystko w porządku? - spytał troskliwie.
- To ja powinnam Cię o to spytać. Jak się czujesz?
- Bywało lepiej - mruknął German uśmiechając się słabo. - O co chodziło tamtemu facetowi? 
Usiedliśmy na drewnianej ławce i wtulona w jego ramię zaczęłam opowiadać płaczliwym głosem.
- To był mój przyjaciel, Pablo. Wiesz... Zdaje się, że on trochę źle zinterpretował naszą relację. To znaczy kiedyś byliśmy razem, to prawda... Ale teraz mieliśmy być przyjaciółmi... Ja... To skomplikowane.
Po moim policzku ciekły kolejne łzy.
- Spokojnie, Angie - mężczyzna cmoknął mnie delikatnie w czoło i objął jeszcze czulej.
- W każdym razie... On wyznał mi miłość - westchnęłam. - Chyba chciał, żebyśmy do siebie wrócili... A ja byłam pewna, że teraz... tylko się przyjaźnimy. Wyjaśniłam mu, że jestem z Tobą. Załamał się i...
- I pewnie dlatego się na mnie rzucił - mruknął.
- German, to nie tak... Pablo to dobry człowiek, tylko... Myślę, że poczuł się zazdrosny... To wszystko moja wina.
- Nie to nie Twoja wina, Angie. To przeze mnie. Bardzo Cię przepraszam, nie chciałem żeby coś stało się Twojemu przyjacielowi...
- Nie... To przeze mnie on teraz leży w szpitalu... A co jeśli umrze? - rozpaczałam.
- Chodź, zawiozę Cię tam. Sprawdzisz, czy wszystko z nim w porządku. I nie płacz już... Proszę Cię, wiesz, że nie lubię kiedy jesteś smutna.
Byłam mu wdzięczna, że starał się mi pomóc i potrafił mnie wysłuchać. Oraz... w przeciwieństwie do Pablo... nie okazywał swojej zazdrości.
Pół godziny później byliśmy już w szpitalu. Jednak lekarze zabronili komukolwiek wstępu na salę, gdzie leżał mój przyjaciel. Poinformowali mnie, że pozwolenie na spotkanie z pacjentem powinnam dostać jutro.
Wróciliśmy więc z Germanem do domu. Od razu popędziłam do swojej sypialni, gdzie zamknęłam się nie chcąc z nikim rozmawiać, chociaż mój szwagier wiele razy pukał do drzwi.

Nazajutrz wstałam i bez śniadania pobiegłam do szpitala. Lekarz pozwolił mi odwiedzić Pabla. Kamień spadł mi z serca, gdy zobaczyłam, że nic mu nie jest i na dodatek odzyskał przytomność. Wiedziałam, że nadszedł czas na szczerą rozmowę...

________________________________________
Może być? :> 
Co Angie powie Pablo? 
Komentujcie! :)
Abrazos cálidos. ♥
J & B
________________________________________
* Liebster Blog *
Dostałyśmy cztery nominacje od Angie4ever, od Germangie x3, od wikunia:* a także od Vika Saramego
Dziękujemy, jednak nie weźmiemy udziału w tym od wikunia:*, gdyż odpowiedzi na jej pytania będzie połączyć w coś sensownego (jesteśmy dwie). Mamy nadzieję, że rozumiecie. ;)

Odpowiedzi na pytania od Angie4ever:



1. Jak masz na imię?
Julia, Belladonna ( No, załóżmy, że Belladonna ;) )

2. Kogo z serialu Violetta nie lubisz?
Matiasa...

3. Skąd zainteresowanie "Violettą"?
A tak jakoś. :D

4. Gdybyś spotkała Martinę Stoessel na drodze co byś zrobiła?
Wzięła autograf i skoczyła do kiosku po słownik hiszpański. :))

5. Z którą z postaci chciałabyś/chciałbyś spędzić cały dzień?
Z Angie <3

6. Byłaś/eś nominowana/y do Liebster Blog kiedykolwiek?
Tak, miałyśmy już jedną nominację, ale nie wzięłyśmy udziału. :P

7. Co Ci przypomina postać "Leon" jakie cechy?
Troskliwy, sympatyczny, odważny. :P

8. Skąd pomysł na pisanie bloga?
Zainspirowane twórczością pewnej zdolnej bloggerki. :)

9. Angie vs. Jackie ?
Oczywiście, że Angie. :)

10. Za co lubisz Angie?
Za charakter, urodę i talent. :)

11. Diletta vs. Germangie
Germangie ♥

Odpowiedzi na pytania od Vika Saramego:

1.Co cie inspiruje do pisania bloga ?
Życie codzienne :D

2.Bałaś się 1 reakcji ludzi? 
Nie myślałyśmy o tym... ;)

3.Co robisz gdy nie masz weny?
Czekamy aż przyjdzie :D

4. Podaj 1 wadę której w sobie zmieniła...
Dużo by pisać. :P

5.Ulubiony serial?
Violetta <3

6.Ktoś z twojej rodziny wie że piszesz bloga?
Prawie wszyscy :D

7.Jakiej muzyki słuchasz?
Różnej ;)

8.Opisz siebie w kilku słowach.
Zwariowane, zabawne, kreatywne...


9.Z kim spotkałabyś się z serialu Violetta?
Z Angie ♥

10.Co ci się podoba w twoim ulubionym serialu?
Wszystko ^^


Odpowiedzi na pytania od Sara VMSeries:

1. Co najbardziej lubisz w serialu "Violetta"?
Wątki "starszego" pokolenia, śmieszne teksty, niektóre piosenki. :)

2. Skąd bierzesz inspiracje?
Z głowy, życia codziennego... :D

3. Czy próbujesz coś napisać, gdy nie masz weny?
Rzadko. :P

4. Kim mogłabyś być, gdybyś występowała w "Violetcie"?
Angie :D

5. Do kogo jesteś najbardziej podobna z wyglądu i z charakteru ? - serial "Violetta"
Chyba do... Angie. :D

6. Chcesz wyjechać do Argentyny?
Pewnie, ale raczej to się nie uda. ^^

7. Gdybyś mogła, zostałabyś stażystką w serialu?
Jasne, czemu nie. ;)

Odpowiedzi na pytania od Germangie x3:
1. Za co lubisz oglądać Violettę?
Za wątki "starszego" pokolenia. :D
2. Wymień swoje trzy wady i trzy zalety.
Ciężko będzie :D

3. Zdażyło Ci się kiedyś być złym na cały świat, dlatego że odcinek zakończyl się w najciekawszym momencie? 
I to nie raz :D

4. Z kim z serialu chciałabyś pójść na randkę? 
Z Leonem ;p

5. Przypuśćmy, że dostałaś się do Studia 21, z kim chciałabyś się najpierw zaprzyjaźnić? 
Z Angie xD 
A jeśli chodzi o uczniów to hm... z Fran ;-)

6. Gdybyś miała ocenić swój blog, na ile go ocenisz? 
Nie lubimy oceniać same siebie. ;P

7. Opisz swoją osobę w trzech zdaniach.
Szalone i zwariowane nastolatki. Uciekające od życia codziennego w pisanie bloga. Kreatywne, z często dziwnym poczuciem humoru. ;)

8. Twoja ulubiona para z Violetty? 
Germangie ♥ 
siempre...

9. Co myślisz o Federico ? Za bardzo się stara zbliżyć do Violi czy nie? 
Jest sympatyczny, szczery, ale skoro Viola jest już z Leonem i jeszcze ma Tomasa "na głowie" to już niech Fede się nie wtrąca. :P

10. Wygrałaś występ w teledysku do dowolnej piosenki z serialu, którą wybierzesz? 
Może w jakiejś o miłości... ^^

11. Lubisz czasami odciąć się od rzeczywistości i śpiewać piosenki z Violetty?
No jasne :3

Blogi, które nominujemy (już się pogubiłyśmy kto nas nominował, więc jest jak jest):

Nasze pytania:
1. Jak masz na imię?
2. Wolisz masło czy margarynę?
3. Ulubiona para z Violetty?
4. Który z chłopaków/mężczyzn z Violetty Ci się podoba?
5. Co byś zrobiła gdyby ulicą szła sobie Clari Alonso? 
6. Germangie czy Pangie?
7. Co Cię inspiruje do pisania bloga?
8. Wolisz pizzę czy spaghetti?
9. Czy uważasz, że Voldemortowi do twarzy byłoby w okularach?
10. Ulubiona postać z Violetty?
11. Czy zatańczyłabyś Harlem Shake w basenie pełnym glonojadów?

poniedziałek, 8 lipca 2013

Rozdział 29

Rozdział 29.
 
Obudziłam się rano w świetnym humorze. Nareszcie wszystko zaczynało układać się po mojej myśli. Ubrałam się i zrobiłam sobie delikatny makijaż. W tej chwili rozległ się dzwonek telefonu. Na wyświetlaczu pokazał się się numer Pabla. Zawahałam się przez ułamek sekundy rozważając każde "za" i "przeciw". Stwierdziłam, iż nie mam powodu, aby odrzucać, więc nadusiłam miniaturową słuchawkę przykładając telefon do ucha.
- Halo? 
- Cześć, Angie. Chciałaś porozmawiać? - spytał. 
- Em... Tak. Właściwie tak...  
- Możemy spotkać się w parku za pół godziny? 
- No dobrze... Do zobaczenia - odparłam i rozłączyłam się.
Zeszłam na dół. W kuchni nie zastałam nikogo. Sięgnęłam po czerwone jabłko leżące w koszu na stole i ruszyłam na spotkanie z Pablo. 
Szłam żwawym krokiem w stronę parku nucąc pod drodze "Habla si Puedes".

"Y el amor que no sabe a quien y que.

Hablara si tu verdad te abrazaré otra vez"

O czym właściwie chciałam porozmawiać z Pablo?
Czego on oczekiwał? Co miałam mu powiedzieć?

"Si no puedes escuchar anque insistas hablaré.
Si lo quieres mirame y tus ojos hablaran tal vez."


Czy on wciąż mnie kocha?

Czy nadal będzie chciał mieć ze mną cokolwiek wspólnego, gdy dowie się... że jestem z Germanem?
Czy nasza przyjaźń przetrwa taką próbę?

"Habla si puedes, grita que sientes!
dime a quien quieres y te hace feliz..."

Po prostu powiem mu od serca...

Powiem mu najzwyczajniej, co czuję...

Gdy dotarłam na miejsce Pablo czekał już na mnie przy fontannie. Gdy mnie zobaczył podniósł się i podbiegł do mnie. Przytulił mnie i cmoknął delikatnie w policzek. Najwyraźniej zapomniał już o moim oschłym potraktowaniu go na lotnisku... Uśmiechał się do mnie mówiąc.
- Bardzo za Tobą tęskniłem, Angie.
Milczałam, stojąc jak ogłupiała.
"Spokojnie, na razie nic takiego się nie dzieje" - za wszelką cenę starałam się uspokoić gonitwę myśli w mojej głowie.
- Angie, wszystko w porządku? - spytał. 
Przytaknęłam wciąż się nie odzywając.
- Chodź, usiądziemy - pociągnął mnie za dłoń i zajęliśmy miejsca na drewnianej ławeczce.
- Angie, wiesz... Myślałem o tym wszystkim. Myślałem o nas...
Nie śmiałam mu przerwać. Wsłuchiwałam się w to, co mówił, w jego spokojny głos, chociaż z każdym słowem, jakie wypowiadał czułam się coraz gorzej.
- Przecież wiesz jak bardzo Cię kocham, Angie. Jesteś miłością mojego życia, zawsze tak było. A między mną i Jackie niczego nie ma. Nie pozwoliłbym sobie zakochać się w innej kobiecie. Moje serce oddane jest Tobie. Na wieczność... 
Jego twarz zaczęła powoli zbliżać się do mojej. Czułam już jego oddech na szyi. Wiedziałam, że teraz zranię go jak jeszcze nigdy. Chciałam jednak wreszcie zakończyć to wszystko...
- Nie, Pablo, ja... - wiedziałam, że jeśli odważyłam się odezwać, będę mówiła i chodź raz postawię na szczerość - Pablo, nie mogę. Posłuchaj, kocham Cię, przecież o tym wiesz. Zawsze byłeś w moim sercu, ale... jako przyjaciel, a nie mężczyzna...
Pablo patrzył na mnie pustymi oczami, w których powoli zaczęły błyszczeć łzy.
- Jest jeszcze coś - ciągnęłam - Pablo... Jestem z Germanem.
Wyrzuciłam to z siebie. Poczułam ulgę, jednak wiedziałam, jak ogromnie zraniłam mojego przyjaciela. Nagle po drugiej stronie fontanny pojawiła się najmniej odpowiednia osoba. Stał tam German.
- Ten facet jest już martwy - usłyszałam szept wstającego z ławki Pabla.
Na jego twarzy malowała się furia.
_________________________________________ 
Przypadło wam do gustu? 
Do czego zdolny będzie Pablo?
Już jutro! :3

Te beso, querida. ♥
J & B

PS. (Julia) Założyłam sobie aska. :D 
Jak wam się nudzi, to pytajcie: Link :)

niedziela, 7 lipca 2013

Rozdział 28

Rozdział 28. 

Leżałam na swoim łóżku próbując złapać oddech. Po chwili usłyszałam ciche pukanie do drzwi.
- Proszę - powiedziałam starając się uspokoić. 
Tak jak sądziłam za drzwiami stał German. Powoli wszedł do pokoju i usiadł naprzeciwko mnie.
- Angie... Chciałbym z Tobą porozmawiać - głos mu lekko zadrżał, gdy wypowiadał moje imię.
- Tak, oczywiście. Porozmawiajmy - powiedziałam nie patrząc mężczyźnie w oczy.

- Ja... Popełniłem błąd. Nie powinienem... Dałaś mi szansę, powinienem od razu ją wykorzystać, porwać cię w ramiona, a nie... A nie prosić o czas. Proszę, wybacz i daj mi tą jedną szansę.
Zawahałam się przez chwilę, ale chwyciłam delikatnie jego dłonie.
- German, ja... Jesteś moim szwagrem... Nie wiem czy to właściwe i...
- Jestem Twoim szwagrem, ale Cię kocham. Proszę... o szansę.
- Nie sądziłam, że to powiem, ale... zgadzam się. Nie darowałabym sobie, gdybym odrzuciła mężczyznę, którego kocham - po tych słowach pierwszy raz odważyłam się spojrzeć mu w oczy. 
Ojciec Violi uśmiechnął się i przytulił mnie czule swoimi ciepłymi, silnymi ramionami.
- Poczekaj...
Odsunął się zdziwiony. Usłyszałam zduszony chichot dochodzący zza drzwi. Po cichu podeszłam i otworzyłam je gwałtownie. Do pokoju wpadła Violetta, Olga i Ramallo. Moja siostrzenica wyglądała na bardzo szczęśliwą.
- Jesteście razem! W końcu!
- Nie... Tak... Znaczy tak... Dlaczego podsłuchiwaliście? - wykrztusił w końcu German.
- Ponieważ życie pana i panny Angie jest ciekawsze od wszystkich widzianych przeze mnie telenoweli! - zawołała Olga. - Idę zrobić tort czekoladowy! Trzeba to uczcić!
Po tych słowach wybiegła z pokoju wymachując ściereczką do kurzu, którą trzymała w ręku.
- Gratulacje - powiedział Ramallo i wyszedł.
Violetta dalej patrzyła na nas, jak na prezent gwiazdkowy. Uśmiechnęłam się i przytuliłam ją mocno. Ona odwzajemniła mój uścisk i wyszła rzucając Germanowi porozumiewawcze spojrzenie. Znowu zostaliśmy sami. Mężczyzna uśmiechnął się i pogłaskał mnie po twarzy. 
- Na mnie też już czas. Jesteś taka piękna, gdy jesteś szczęśliwa - powiedział wychodząc.
Usiadłam na łóżku. Dawno nie czułam się tak dobrze, jak teraz. Nagle usłyszałam dźwięk przychodzącego SMS-a.
Angie,
Jesteś wciąż zła?  
Kocham Cię, 
Pablo.

Mój dobry nastrój wyparował. Zapomniałam o Pablo. Odpisałam mu, że musimy porozmawiać i zeszłam na dół, by znów zapomnieć o problemach.

Olga podawała właśnie tort. Popatrzyła na mnie wyczekująco.
- Pomóc ci, Olgo? - zapytałam.
- Mogłaby pani pójść po Germana i Ramallo, Angie? Są w gabinecie - kobieta dalej patrzyła na mnie wyczekująco, więc poszłam po mężczyzn.
Gdy weszłam do gabinetu ojciec Violetty uśmiechnął się do mnie promiennie. Odwzajemniłam uśmiech.
- German, Ramallo, Olga zaprasza na tort - powiedziałam rumieniąc się.
- To ja idę - Ramallo wyszedł z gabinetu uśmiechając się tajemniczo.
Zostaliśmy sami. Przez chwilę w milczeniu patrzyliśmy sobie w oczy. Jednak po chwili zburzyłam ciszę moim nieśmiałym szeptem.
- German, a Ty nie chcesz tortu?
Mężczyzna milczał wpatrując się we mnie jak zahipnotyzowany. Uśmiechał się lekko.
- German?
- Ee... Mówiłaś coś, Angie? - spytał nie odrywając ode mnie wzroku.
- Tak... Pytałam, czy nie chcesz tortu...
- Nie, dziękuję. Bo najcudowniejsza słodycz stoi przede mną.
Uniosłam lekko kąciki ust i musnęłam jego policzek. Mężczyzna spojrzał na mnie, uchwycił mój podbródek zatapiając się w moje usta.
"Me abraza el cielo y vuelo sin parar hacia tu encuentro..."
Pocałunek z początku był delikatny, nieśmiały, jednak po chwili stawał się coraz bardziej namiętny. Czułam usta Germana połączone z moimi, ciepło bijącego od jego ciała, gorący oddech. Jego dłonie błądziły gdzieś między kosmykami moich włosów. Nawet nie zauważyłam, kiedy mężczyzna posadził mnie na biurku. Całowaliśmy się dalej oddając się namiętności...
W tej chwili ktoś bez pukania wszedł do gabinetu. Otworzyłam oczy, które do tej pory miałam przymknięte, zsunęłam się z biurka i zobaczyłam Olgę niosącą czekoladowy tort. Odkleiłam się od Germana, a kobieta patrzyła na nas z otwartymi ustami zmierzając ku nam ze swoim wypiekiem. Zapatrzona potknęła się. Tort wypadł jej z rąk i rozbił się brudząc całą naszą trójkę. Najbardziej upaćkana jednak była moja twarz. Zaczęłam się śmiać z zaistniałej sytuacji.
- Mój tort! - rozpaczała Olga.
German przejechał mi kciukiem po policzku, a następnie oblizał swój palec.
- Spokojnie, Olgo. Wyszedł Ci przepyszny.
Wybuchnęliśmy śmiechem. Gosposia trochę się rozchmurzyła.
_______________________________________
Podobało wam się?
Cieszycie się, że dałyśmy szansę Germangie?
Prosimy o szczere komentarze. :>
Enviamos besitos y abrazos. ♥
J & B

sobota, 6 lipca 2013

Rozdział 27

Rozdział 27. 

Siedziałam w swoim pokoju czytając książkę. Nagle przypomniałam sobie, że zostawiłam w kuchni torebkę. Postanowiłam po nią pójść. Zeszłam na dół i rozejrzałam się po pomieszczeniu, ale torby nigdzie nie było. Schyliłam się, by sprawdzić pod stołem, gdy usłyszałam kroki. Gwałtownie się wyprostowałam i poczułam, że coś mokrego spływa mi po twarzy. Przede mną stał German ze szklanką po soku pomarańczowym i patrzył na mnie przerażonym wzrokiem.
- Ja... Nie chciałem... Ty się tak nagle... - odstawił kubek i zaczął wycierać mi twarz małym kuchennym ręczniczkiem.   
- Spokojnie, nic się nie stało - wymamrotałam wyjmując mu ręcznik z dłoni. 
On jednak położył mi dłoń na policzku i spojrzał w oczy.
- Byłem nieostrożny. Przepraszam - wyszeptał zbliżając swoją twarz do mojej.
- Wszystko w porządku, German - odpowiedziałam wpatrując się w jego czekoladowe oczy. Nagle wszystko przestało się liczyć. Nie ważne było, że byłam cała w soku ani, że był moim szwagrem. Położyłam ręce na jego karku się i pocałowałam go. Po chwili poczułam jak jego ręce powoli oplatają moje plecy, a on odwzajemnia pocałunek...
"...como mil almas inseparables y soñar un beso sin final..." 
Jego wargi powoli muskały moje. Czas się zatrzymał, a nasz pocałunek trwał i trwał...
Czułam zapach jego perfum i ciepło bijące od jego ciała. Nagle usłyszałam kroki i okrzyk zdziwienia. Gwałtownie się od siebie odsunęliśmy. W drzwiach stali zszokowana Violetta i zmieszany Leon. 
- Tata? Angie? Czy wy... - dziewczyna przyglądała nam się zdziwiona.
- To ja już pójdę. Do widzenia - wykrztusił Leon i wyszedł.
- Ja... Eee... Pójdę zrobić... Eee... Tosty! - sama nie wiedziałam, co mówię. - Idę... 
Po tych słowach pobiegłam do swojego pokoju. Zatrzasnęłam drzwi i położyłam się na łóżku. Przypomniało mi się ciepło Germana, jego uśmiech... Po chwili dotarło do mnie co się przed chwilą wydarzyło. Spostrzegłam też, że nadal byłam oblana sokiem. Szybko przebrałam się w czyste ubrania i wzięłam do ręki książkę, którą czytałam wcześniej, jednak tym razem nie mogłam skupić się na treści. Moje serce wciąż biło jak szalone. Postanowiłam zobaczyć, co dzieje się na dole. Wyszłam z pokoju i wychyliłam się przez barierkę. Ramallo i Olga rozmawiali w salonie. 
- Ramallo! Wiesz, bylibyśmy idealną parą...- mówiła kobieta, zbliżając się do przyjaciela Germana.
- Proszę przestać, Olgo! Przestrzeń osobista, przestrzeń osobista! - odpowiedział mężczyzna.
- Dobrze, dobrze. A może wie pan, kiedy ślub pana Germana i pani Angie? Upiekłabym tort...
Poczułam, że zaczynam się czerwienić. 
"Ślub... z Germanem?" - pomyślałam i wyobraziłam sobie nas jako młodą parę kroczącą w stronę ołtarza w rytm marszu weselnego... Uśmiechnęłam się na samą myśl. Jednak zaraz oprzytomniałam. 
- Nie wiem kiedy, ale mam nadzieję, że nie długo... - usłyszałam głos Ramallo. 
Wiedziałam, że to niemożliwe. Nie byliśmy nawet parą, ale...
Usłyszałam nagle kroki na schodach. Nie chciałam zostać przyłapana na podsłuchiwaniu, więc wpadłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. 
________________________________________ 
Ujdzie? :D
Komentujcie. ;*
Que tengas un buen día. ♥
J & B

piątek, 5 lipca 2013

Rozdział 26

Rozdział 26. 

Rano obudzona świeżym podmuchem wiatru zwlokłam się z łóżka, po czym pomaszerowałam do pokoju siostrzenicy. Zapukałam delikatnie w obawie, że Violetta jeszcze śpi. Usłyszałam jednak ciche "proszę", co oznaczało, iż już się obudziła. Uchyliłam drzwi i powoli weszłam do środka. Dziewczyna siedziała na łóżku i zawzięcie pisała w pamiętniku. 
-Violu... - zaczęłam - Muszę Cię przeprosić... Nie chciałam, żeby tak wyszło. Chciałam powiedzieć Ci wszystko już wtedy, gdy spotkałyśmy się po raz pierwszy, ale... stchórzyłam. Moje życie zdominowały kłamstwa, a im dłużej w nie brnęłam, tym trudniej było mi powiedzieć prawdę. Popełniłam błąd i bardzo mi przykro, ale pamiętaj, że kocham Cię nad życie.
Dziewczyna spojrzała na mnie. Widziałam w jej oczach, że wciąż było jej przykro... Jednak po chwili rzuciła mi się na szyję. Mocno ją przytuliłam. Byłam taka szczęśliwa.
- Angie... - zaczęła po chwili - Skoro byłaś siostrą mamy... To musisz wiedzieć o niej wszystko! Opowiedz mi coś o niej, proszę!
Wiedziałam, że prędzej czy później dojdzie do tego pytania. Zaczęłam wnikliwie opowiadać jej o dzieciństwie z Marią, o przygodzie mojej siostry z muzyką i o tym, jak bardzo kochała swoją córkę. Bywały chwile, gdy obie miałyśmy łzy w oczach, innym razem śmiałyśmy się. Przeglądałyśmy właśnie stare zdjęcia Marii z jej pamiętnika. Na kilku z nich rozpoznałam samą siebie... 
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Do pokoju wszedł German. Przyjrzał nam się badawczo i uniósł delikatnie kąciki ust widząc zdjęcia Marii i uśmiech na twarzy swojej córki. Zaczęłam dokładniej mu się przyglądać. Błękitna koszula ciasno opinała jego klatkę piersiową i rozbudowane mięśnie. Przeniosłam wzrok na jego twarz, na głębokie, czekoladowe oczy, których spojrzenie tak mnie onieśmielało... Usta ładnie skrojone, gorące, o których bliskości tak marzyłam...
"Angeles, co Ty wyprawiasz?! Fantazjujesz o swoim szwagrze, przecież to niewłaściwe" - skarciłam się w duchu.
Tak się zamyśliłam, że nie zauważyłam nawet, jak mężczyzna wyszedł z pokoju pozostawiając po sobie jedynie mgiełkę zapachu męskich perfum. Jednak gdy tu był, nie wyrwał mnie z otchłani myśli, co oznacza, że nawet się do mnie nie odezwał...
- Angie, kiedy właściwie zmarła Jade? - spytała Viola niszcząc aurę moich myśli niczym domek z kart.
- Em... Kilka dni temu...
- A co z pogrzebem? Kiedy będzie?
- Właściwie... Już był - mój głos zadrżał lekko na wspomnienie wydarzeń z czasu, gdy trwał pogrzeb narzeczonej Germana. 
- I jak? Tata bardzo płakał?
- Właściwie to nie byłam na pogrzebie... Trochę... źle się czułam.
- A tata?
- Twój tata również nie poszedł... Opiekował się mną - wyjaśniłam lekko się rumieniąc.
- Proszę, proszę - mruknęła Viola - Co jest między wami? Mów! - zażądała.
- To nie tak... Ja... To... skomplikowane. Pójdę już, Violu.
Pocałowałam siostrzenicę w czoło i wyszłam z pokoju. Zeszłam na dół z zamiarem napicia się odrobiny soku pomarańczowego. W kuchni zastałam Olgę, która oznajmiła, że za kilka minut kolacja. Pomogłam więc jej w nakryciu do stołu i po chwili wszyscy zasiedliśmy do posiłku.
Wiele razy zerkałam w stronę Germana. On jednak nie zaszczycił mnie spojrzeniem, co sprawiło, że nieco posmutniałam. 
Po skończonym posiłku westchnęłam głęboko i wstałam do stołu. Zatrzymała mnie Violetta widząc mój wyraz twarzy.
- Co się stało, Angie? - pytała.
- No wiesz, Violu. Śmierć Jade, Twój powrót... Zrozum, dużo się dzieje... - skłamałam, wciąż mając przed oczami odwrócony wzrok Germana.
- Widzę, że coś się dzieje. I to wcale nie przez Jade... Angie, chodzi o tatę, prawda?
- Co? Nie, Violu... 
- Angie, widzę jak na siebie patrzycie. Uwierz mi, nie da się tego nie zauważyć. Ale pomiędzy Tobą i tatą pogorszyło się od śmierci Jade... Mam rację, prawda?
Pokiwałam przecząco głową, chociaż miałam już łzy w oczach. Siostrzenica wyczuła jednak moje kłamstwo i oddaliła się w stronę gabinetu jej ojca. Stałam jak wryta i nagle zdałam sobie, że słyszę doskonale, co mówi dziewczyna, chociaż na początku nie mogłam skupić się na sensie jej słów.
- ... Tato, widzę, że coś dzieje się między Tobą, a Angie... Widzę to nie tylko po Tobie, po niej również...
German mruknął coś w odpowiedzi tak niewyraźnie, że nie zdołałam tego dosłyszeć przez grubą ścianę.
- Tato, posłuchaj. Już raz straciłeś Angie. Nie pozwól, aby znów odeszła. Przecież wiem, że ją kochasz, tato.
Moje serce zakołatało mocniej w piersi. Dobiegł mnie dźwięk otwieranych drzwi gabinetu. Pobiegłam więc szybko do mojej sypialni.
___________________________________
Podobało wam się? Oby!
Prosimy o komentarze. :)
Millón de besitos. ♥
J & B

czwartek, 4 lipca 2013

Rozdział 25

Rozdział 25.

Nazajutrz rano czułam się już lepiej. Gorączka minęła, a ból głowy przestał mi dokuczać. Wtedy przypomniało mi się, że dziś wraca Violetta. 
"Jak ten czas leci!" - pomyślałam. 
Po chwili uświadomiłam sobie, iż ona nic nie wie. Kilka razy dzwoniła, ale nie chcieliśmy jej martwić śmiercią Jade. Na dodatek postanowiłam wyznać jej dziś, kim jestem. Ojciec Violi stwierdził, że nie powinnam tego odwlekać. Miał racje, ale bałam się zawieść siostrzenicę. Zmartwiona westchnęłam i już ubrana zeszłam na dół. 
Gdy weszłam do kuchni parsknęłam niepohamowanym śmiechem bowiem moim oczom ukazał się przekomiczny widok. Olga tańcząc i śpiewając szykowała tort czekoladowy a Ramallo bezskutecznie próbował go spróbować. Po chwili jednak wydarzenia ostatnich dni uderzyły we mnie nową falą. Ponownie zmartwiona wróciłam do salonu. Usiadłam na sofie. Po chwili dołączył do mnie German.
- O której jedziemy po Violę, Germanie? - zapytałam.
- Jedziemy? O nie, nie, nie! Ty nigdzie nie jedziesz! Musisz na siebie uważać! - mój szwagier wyglądał jakby sam pomysł go zaskoczył.
- Oczywiście, że jadę. Jestem już zdrowa i ani słowa więcej na temat mojej wczorajszej gorączki! - krzyknęłam rozzłoszczona, myśląc również o pocałunkach, którymi mężczyzna obdarzył mnie poprzedniego dnia. A on nie wiedział nawet, że je czułam, byłam ich świadoma, marzyłam o ich odwzajemnieniu...
- Dobrze, dobrze. Tylko ubierz się ciepło - powiedział troskliwie. - Jedziemy za godzinę.
Uradowana uściskałam Germana i pobiegłam na górę.

Godzinę później siedzieliśmy w samochodzie, w drodze na lotnisko... Jechaliśmy w milczeniu, gdy nagle mężczyzna zaczął podśpiewywać "En mi mundo". Zdziwiona dołączyłam do niego i śpiewaliśmy całą drogę. Na miejscu powróciły obawy o reakcję Violi na nasze wiadomości. 
"Spokojnie, spokojnie!" - powtarzałam w myślach. 
Grupa ze Studia 21 z daleka wyróżniała się spośród innych ludzi na lotnisku. Viola stała z Leonem koło Pabla, więc chcąc nie chcąc musiałam go minąć.
- Cześć Angie! - zawołał wesoło rozkładając ramiona, najwyraźniej z zamiarem uściśnięcia mnie na powitanie.
Zareagowałam jednak szybciej i poklepałam po ramieniu. Spojrzał na mnie marszcząc lekko czoło.  
- O, cześć... Jesteś... To dobrze... Ja... Ja...Violetta! - krzyknęłam minąwszy swojego przyjaciela.
- Angie! Tata! - po tych słowach dziewczyna przytuliła nas mocno. - Tak za wami tęskniłam!
Staliśmy tak w trójkę w uścisku, a ja czułam na sobie wzrok Pablo. 
- Violu, muszę Ci coś powiedzieć - wykrztusił German, gdy się od siebie odsunęliśmy. - Jade nie żyje...
- Jak to? Co się stało? - zapytała moja siostrzenica.
- Zdarzył się wypadek... Potrącił ją pijany kierowca tira...  
- Ale to nie koniec wiadomości, Violetto... - spojrzałam niepewnie na dziewczynę. 
Nagle poczułam jak palce Germana zaciskają się mojej dłoni. Naszedł mnie przypływ odwagi, ale wraz z nim wróciły wspomnienia. Przypomniał mi się nasz pocałunek w basenie, jego listy, wyznania... 
Na Ziemię wróciłam dopiero po chwili. 
- Ja... jestem... jestem Twoją ciocią, Violu, siostrą Twojej mamy... - wydusiłam po czym spuściłam wzrok spoglądając na moje buty.
- CO?! - spojrzałam na siostrzenicę, miała łzy w oczach, co po chwili
udzieliło się również mi - Angie... Dlaczego mi nie powiedziałaś? Dlaczego? Ja... ja byłam z Tobą szczera... Myślałam, że coś dla Ciebie znaczę...
- Violu, przepraszam Cię...
- Przestań, Angie. Nie chcę tego słuchać - Violetta z zapłakanymi oczami pobiegła w stronę samochodu targając za sobą ciężką walizkę.
Po mojej twarzy ciekły łzy. Czułam się fatalnie. Jak mogłam jej to zrobić?
- Angie, proszę nie płacz... - mówił German.
- Co ja zrobiłam? Ona mi nie wybaczy, German. Straciłam ją - rozpaczałam goniąc siostrzenicę.
Zapłakana otworzyłam tylne drzwi samochodu chcąc zająć miejsce przy Violi. Dziewczyna położyła jednak szybko nogi na siedzeniu udaremniając mi ten zamiar. Zajęłam więc miejsce na przednim siedzeniu, obok Germana. Moje oczy wciąż były mokre od łez. Nie mogłam tego powstrzymać, zanosiłam się płaczem przez całą drogę. W samochodzie panowała cisza, ale tym razem nikt nie rozładował napiętej atmosfery. 
W domu Violetta zamknęła się w swoim pokoju. Ja też poszłam do swojego. W pewnym momencie ktoś zapukał do moich drzwi. Po chwili weszła moja siostrzenica. Widziałam, że płakała. 
- Angie... Dlaczego ludzie kłamią? - zapytała siadając koło mnie. 
- Boją się reakcji innych na prawdę. Jesteś na mnie wściekła, prawda?
- Nie. Rozmawiałam z tatą. Powiedział, iż to on prosił byś zaczekała z prawdą. 
Na myśl o Germanie, o tym, że wziął to na siebie, policzki pokryły mi się rumieńcem. 
- Przepraszam, Violu. Powinnam ci powiedzieć od razu, ale...
Przerwało mi pukanie do drzwi. Tym razem był to mój szwagier. 
- Przepraszam, chciałem tylko...Violetta, już wszystko w porządku?
- Tak, tato. Nie jestem już zła. Po prostu... zawiodłam się. To wszystko. Ale już w porządku... chyba. Pójdę już spać. Dobranoc, tato. Dobranoc... ciociu - dziewczyna wyszła z pokoju.
Zostaliśmy sami. German wyglądał na przygnębionego i zmęczonego.
- Dziękuję Ci. To dzięki Tobie nie jest już zła - po tych słowach pocałowałam mężczyznę w policzek. 
- Nie ma sprawy. Na mnie też pora. Dobranoc, Angie.
- Dobranoc...
____________________________________________
Mamy nadzieję, że się podobało. :D
Zapraszamy do dalszego czytania.
Besitos calientes. ♥
J & B

PS. Wielkie gracias za wszystkie miłe komentarze. :))

środa, 3 lipca 2013

Rozdział 24

Rozdział 24.

Obudziłam się rano w opłakanym stanie z bolącą głową. Zerknęłam w lustro i dostrzegłam bladą osobę z zapuchniętymi oczami i ciężkimi powiekami. Gdy zmierzyłam się już jako tako ze swoim wyglądem zeszłam powoli na dół. Przy stole zastałam napiętą atmosferę. Nikt nie rozmawiał, co sprawiło, że w domu panowała grobowa cisza. Usiadłam na jednym z krzeseł i w milczeniu zajęłam się powolnym chrupaniem tosta. Po kilku minutach domownicy zaczęli rozchodzić się do swoich zajęć. Wstałam od stołu, a tuż po mnie zrobił to German. Mężczyzna podszedł do mnie i chwytając mnie za ramiona mówił. 
- Angie, myślałem o tym wszystkim...
- Tak... Ja też.
- Angie, ja... 
- German, myślę, że oboje potrzebujemy czasu - przerwałam mu i wyrwałam się z jego uścisku odchodząc do mojej sypialni.
Usiadłam na łóżku i dotknęłam swojego czoła. Było niepokojąco gorące. Zerknęłam na zegarek, który wskazywał kwadrans po jedenastej, co oznaczało, że do pogrzebu zostały niecałe dwie godziny. Ból głowy wzmagał się, jednak z trudem podźwignęłam się z łóżka i zaczęłam wertować szafę w poszukiwaniu czarnych ubrań. Nagle obraz przed oczami rozmazał mi się, a nogi odmówiły posłuszeństwa. Poczułam jak tracę świadomość tego, co dzieje się dookoła...

Gdy się ocknęłam przeszedł mnie lekki dreszczyk, ponieważ poczułam, jak ktoś delikatnie muska ustami kącik moich warg. Uchyliłam leciutko oczy i zobaczyłam nade mną mężczyznę. Spostrzegłam smutną twarz Germana i szybko opuściłam powieki.

- Angie... - usłyszałam jak wyszeptał moje imię - Angie, proszę obudź się.
Poczułam jak uchwycił moją dłoń.
- Bądź silna dla mnie, Angie - szepnął i po chwili poczułam jak znów delikatnie całuje moje usta, a następnie puszcza moją dłoń i wychodzi z pomieszczenia. 
Na dźwięk oznaczający zamknięcie drzwi natychmiast otworzyłam oczy. Rozejrzałam się. Leżałam w miękkiej pościeli, na łóżku w moim pokoju. Przypomniałam sobie wtedy o zemdleniu... German musiał położyć mnie tutaj... W tej chwili drzwi pokoju ponownie się uchyliły i stanęła w nich ta sama osoba, która kilka minut temu muskała moje wargi...
Spojrzałam słabym wzrokiem w stronę mężczyzny. W ręku trzymał szklankę wody. Gdy zobaczył mój przytomny wzrok podbiegł do mnie i odłożywszy szklankę na stolik usiadł na brzegu mojego łóżka.
- Angie, nic Ci nie jest? - spytał. - Jak się czujesz?  
- Chyba nic... Tylko trochę boli mnie głowa... A co z pogrzebem? Która godzina? Spóźnimy się... - próbowałam wstać, ale German powstrzymał mnie w tym zamiarze.
- Pogrzeb skończył się kilka godzin temu. Ramallo poszedł tam w moim imieniu. Ja zostałem w domu... Nie mogłem przecież zostawić Cię samej...
Uśmiechnęłam się do niego nieznacznie. Nie śmiałam jednak wspomnieć o pocałunkach, którymi mnie obdarzał, gdy myślał, że jestem nieprzytomna, o tych, które teraz wydawały mi się odległe, jakoby wyrwane z cudzej rzeczywistości. Były jakby zgubione gdzieś w obłokach dymu, niczym wyobrażenie, ulotna, zdradliwa fantazja... 
- Martwiłem się o Ciebie, Angie... Co się stało? 
- To chyba z przemęczenia... Po za tym chyba mam gorączkę.
Mężczyzna położył dłoń na moim czole. 
- Faktycznie masz temperaturę - przyznał - Musisz odpocząć. Proszę - podał mi szklankę wody, którą wypiłam duszkiem. - Gdybyś czegoś potrzebowała to wołaj mnie.
- German... - szepnęłam resztkami sił, gdy ten był już przy drzwiach - Dziękuję.
Mężczyzna obdarzył mnie promiennym uśmiechem, po czym opuścił mój pokój.
______________________________________
W miarę? :> 
Prosimy o komentarze. :)
Dulces besitos. ♥
J & B

poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział 23

Rozdział 23. 

Po chwili namysłu postanowiłam pójść za radą Ramallo. Podeszłam do drzwi gabinetu Germana i zawahałam się. Wiedziałam, iż nie powiem mu wprost co czuję, więc poszłam do swojego pokoju. Tam, siadłam przy biurku, znalazłam długopis i zaczęłam pisać list. Próbowałam i próbowałam, ale za każdym razem czegoś brakowało. Nagle wpadłam na pomysł. Nie minął kwadrans i list był ukończony. Na śnieżnobiałej kartce widniały słowa:


Germanie!
Szekspir pisał 
"Któż mógłby wówczas się powstrzymać,
Jeśli ma serce miłujące, a w nim
Dość męstwa, aby swą miłość ujawnić?"
Ty miałeś dość odwagi i ujawniłeś, co czujesz. 
Teraz kolej na mnie. 
Nie jestem odważna, ale wiem jedno:
Kocham cię.
Angie. 



"List skończony, czas go dać Germanowi" - zadrżałam na samą myśl. - "A co jeśli się rozmyślił? A co jeśli ja... jeśli jednak kocham Pabla?" - różne myśli kołatały po mojej głowie. 
W końcu odważyłam się i zeszłam na dół.
Zapukałam i powoli weszłam do gabinetu ojca Violi. Moje dłonie lekko dygotały. Na mój widok mężczyzna wstał i powiedział pustym głosem:
- Jade nie żyje.   
Byłam w szoku. Otworzyłam szerzej oczy ze zdumienia, nie będąc w stanie wykrztusić ani słowa. Nie zauważyłam nawet, że upuściłam list... Pobiegłam do swojego pokoju, usiadłam na łóżku i złapałam się za głowę.
Tyle razy życzyłam jej śmierci, ale gdy w końcu zmarła czułam się tylko winna. Nie czułam ani radości, ani smutku. Zaczęłam wspominać nasze kłótnie i ogarniało mnie coraz większe poczucie winy. Pogrążona w rozmyślaniach nie usłyszałam jak German wszedł do pokoju. Zamknął za sobą drzwi i usiadł przy mnie, na brzegu łóżka. Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu, ciszy, która być może miała być hołdem dla zmarłej, a może po prostu była spowodowana brakiem sił do mówienia czegokolwiek. Jednak przeciągała się coraz dłużej, aż wreszcie przerwał ją German.
- To moja wina - złapał się za głowę i przejechał dłońmi po twarzy.
- Przestań, to nie Twoja wina. Jeżeli ktoś tu jest winny, to ja, nie Ty - uspokajałam go muskając dłonią jego silne ramię. 
- Daj spokój, Angie. Jade nie żyje przeze mnie, to ja zerwałem z nią, złamałem jej serce... Może... gdybym powiedział to delikatniej... Boże, co ja zrobiłem. 
- German, przestań brać to na siebie. To, co się stało nie jest Twoją winą.
- Angie, co teraz zrobimy? - spytał po chwili ciszy. 
Milczałam. Opuściłam wzrok i wlepiłam spojrzenie w moje stopy.
- Angie? - głos mu zadrżał, gdy wymawiał moje imię. - Czytałem Twój list. Ja... chciałbym... żeby coś między nami, ale... to nie jest najlepszy czas. Są też inne powody... Proszę, poczekaj...
Nie dokończył, ponieważ wyszłam. Właściwie wybiegłam. Czułam się upokorzona, wściekła. Biegłam prosto, przed siebie. Po chwili zaczęłam tracić dech. Gdy nie miałam już sił usiadłam na ławce. Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Dzwonił Pablo. Odrzuciłam połączenie. Sytuacja powtórzyła się jeszcze kilka razy. Potem dostałam SMS-a i komórka zamilkła. Odruchowo zaczęłam czytać wiadomość i z każdą sekundą czułam się gorzej. Brzmiała ona:
  
Angie, dlaczego nie odbierasz?
Przepraszam Cię. 
Kocham tylko Ciebie.
Pablo. 
  
Westchnęłam głęboko i wyłączyłam wiadomość. Ukryłam twarz w dłoniach gorączkowo myśląc, co robić. 
Z jednej strony German... Nie mogę z nim być... Przecież dopiero co zmarła jego narzeczona... A z drugiej strony jest jeszcze Pablo... Z każdą chwilą coraz bardziej wątpiłam w jego słowa "Kocham tylko Ciebie". Im dłużej wyobrażałam sobie wycieczkę do Indii... Jackie u jego boku... Tym jego słowa wydawały mi się coraz bardziej puste, nieznaczące, nieprawdziwe... 
Coś mnie jednak tknęło. Skoro mnie kocha... To nie mogę pozwolić, aby ta wiedźma Jackie zgasiła ostatnią iskierkę miłości do mnie, jaka wciąż tli się w jego sercu. Złapałam komórkę i drżącą ręką wybrałam numer Pabla. Odebrał prawie natychmiast.
- Halo? Angie, co się dzieje? Dlaczego nie odbierałaś?
- Przepraszam... Nie słyszałam... Posłuchaj, muszę Ci coś powiedzieć - z każdym słowem drganie mojego głosu wzmagało się.
- Pablo! Chodź szybko, musisz to zobaczyć! - z słuchawki dobiegł mnie kobiecy głos.
- Wiesz... To nic ważnego - skłamałam przygryzając dolną wargę, aby powstrzymać się od łez. - Na razie.
Nie czekając na pożegnanie rozłączyłam się. Gdy dźwięki z drugiego końca świata umilkły postanowiłam przestać tłumić cokolwiek. Wybuchnęłam płaczem, ukrywając twarz w kolanach, które w przyjętej przeze mnie pozycji znajdowały się na wysokości ramion. Czułam chłód, delikatny wiatr wzmagał się lodowaciejąc z każdym podmuchem.

Dwie godziny później byłam już w swoim pokoju. Pomimo zmęczenia, nie mogłam zasnąć. Leżałam na łóżku, a łzy wciąż płynęły. 
" Dobrze, że nie spotkałam nikogo wchodząc do domu." - pomyślałam.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Otarłam pospiesznie twarz z łez i uniosłam się lekko. Gdy drzwi otworzyły się ujrzałam...
- Ramallo?
- Dobry wieczór, panienko Angie. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Co się stało, dlaczego panienka płacze?
- To nic takiego, po prostu martwi mnie ta cała sytuacja...
- Tak, śmierć Jade była dla wszystkich szokiem... Chociaż mam wrażenie, że to nie jest powód łez panienki...
- Ramallo, co właściwie się jej stało? - spytałam.
Mężczyzna westchnął głęboko siadając na brzegu mojego łóżka. 
- Gdy zobaczyła panienkę w jej sukni wybiegła z domu - opowiadał. - Pech sprawił, że ulicą, przez którą przebiegała jechał rozpędzony tir, którego kierowca zdaje się był pijany... potrącił on pannę Jade. Któryś z przechodniów zadzwonił na pogotowie, jednak było już za późno. Kobieta zmarła na miejscu. Jutro o trzynastej jest pogrzeb...
Milczałam. Nie przychodziła mi do głowy żadna sensowna odpowiedź. 
- Ja już pójdę, dobranoc, panienko Angie - powiedział Ramallo zmierzając w stronę drzwi - I proszę się, nie martwić, uczucia Germana do panienki się przez to nie zmienią - dodał wychodząc z pokoju.
Ukryłam głowę w poduszkach i za wszelką cenę starałam się usnąć. W dodatku zaczęła boleć mnie głowa i chyba miałam gorączkę...
__________________________________________
Podobało się? :D
Dziękujemy naszemu tirowi za przejechanie Jade. ♥
Cieszycie się, że nie żyje, czy żałujecie?
Te queremos. ♥
J & B